niedziela, 28 lutego 2016

Opowiadanko #2

Witam wszystkich zagubionych w odmętach internetu!

Jakimś cudem się tu znalazłeś/aś, tu, na moim blogu i zapewne się w tej chwili zastanawiasz, co tu właściwie robisz. Ogółem jestem tu (chyba) po raz pierwszy i nie ogarniasz, o co w ogóle chodzi.
Już wyjaśniam.
Ten post o nieco dziwnym tytule ma zawierać w sobie krótkie opowiadanie na Kreatywne Spojrzenie, a mają w nim się pojawić słowa okno, ptak i na dodatek ma w nim występować osoba czarnoskóra.
W tym przypadku horsefan zainspirował się wypracowaniem na fakultet z krytyki literackiej na taki zacny temat: Czy wierszyk o Murzynku Bambo można uznać za rasistowski?.

Zapraszam:)

O tym, jak horsefan spotkała Murzynka Bambo

 O ile się nie mylę, to była sobota rano. Już drugi dzień siedziałam nad pracą na zajęcia dodatkowe z literatury, a od tamtego czasu dokument w Wordzie nie powiększył się o ani jeden wyraz.
Pusta, biała strona.
W innej sytuacji coś przyszłoby mi od razu do głowy, ale tego dnia mój Mózg stanowczo odmówił współpracy. Właściwie, to zrobiło to za niego od dawna zagnieżdżone w mojej głowie Dzieciństwo, które nigdy nie chciało się wynieść. No, bo jak wierszyk o Murzynku Bambo może być rasistowski (albo zawierać w sobie inne przekazy podprogowe)? Już wystarczająco się o tym nasłuchałam w mediach – co chwila: musimy go zakazać, on ma zły wpływ na nasze dzieci… a potem nikt z tym nic nie robi. I tak w kółko. 


Źródło

Zdesperowana i zarazem wściekła na siebie, cisnęłam wygryzionym ze stresu ołówkiem o ziemię. Gdyby nie to, że o tej porze rodzina jeszcze spała, to bym pewnie zaczęła krzyczeć.
Gdy po krótkiej chwili się uspokoiłam, zasiadłam ponownie do Worda. I znów zaczęłam się gapić bezsensownie w ekran.
- Kurczę, gdyby ktoś mógłby mi to wszystko wyjaśnić… - powiedziałam sama do siebie.
I wtedy stało się coś na pozór zwyczajnego. W szybę okna zastukał mały ptak, chyba wróbelek i odleciał. Z początku uznałam, że nie widział szyby i zastukał w nią, bo chciał wlecieć do środka.
Lecz po chwili zorientowałam się, o co mu chodziło.
- Hej – usłyszałam obcy, dziecięcy głosik.
Poczułam, jak mięśnie mi się napinają, a serce zaczyna łomotać.
- Ty się nie bać. Ja tu być, żeby ci pomóc.
Moja głowa powoli powędrowała w stronę, z której pochodził głosik. Musiałam zatkać sobie usta ręką, żeby nie wrzasnąć.
Przede mną stał mały, czarnoskóry chłopczyk. Miał na sobie tylko czerwone rybaczki. Uśmiechał się do mnie, z dumą prezentując braki w mleczakach.
- Co… ty… tu robisz? – wykrztusiłam.
- Jak to: co ja tu robić? – oburzył się chłopczyk. – Ja, Bambo, tutaj być, żeby ci pomóc w twoja praca. Przecież tego ty chcieć, prawda?
Przełknęłam ślinę.
- A jak… zamierzasz mi pomóc?
Bambo (bo nim najwyraźniej był chłopiec) wziął jedną z dwóch poduszek do siedzenia i usiadł na niej naprzeciwko mnie.
- Posłuchać. – zaczął. – Ty musieć przestać myśleć o tym, jak dziecko.
Wbiłam w niego wzrok. 
- No, ale jak? Przecież to niemożliwe… - ledwie poznawałam swój głos.
- Wszystko zależeć od tego, jak ty na to patrzeć. – słowa chłopca przypominały mi mojego ulubionego mistrza Jedi. – Żeby to zrozumieć, ty musieć myśleć przez symbole.
- Przepraszam… jak? – zamrugałam oczami ze zdziwienia.
Bambo ciężko westchnął i zrobił małego face palma.
- Jak? Jak?! No, co jak? Przecież ja ci, kobieto, to ciągle mówić!
- Cicho, bo rodziców mi obudzisz… i psa…
W jednej chwili Bambo odzyskał rezon.
- Dobrze, teraz to ja przepraszać. Ale nic ci naprawdę nie mówić, nie wiem… mleko? Mleko być białe.
Podparłam ręce na łokciach. Boże, jak mogłam tego nie zauważyć?! Kilka minut później miałam zapisaną całą stronę, a to i tak nie był jeszcze koniec.
- No i? – usłyszałam obok swojego prawego ucha głos Bambo.
- Mogę ci przeczytać?
- Nie, nie trzeba. Bambo wiedzieć, że ty wiedzieć dużo. Że Bambo to Afryka, a mama to Europa. Że szkoła chcieć zrobić z Bambo Małą Europę.
Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi. Tak, doskonale zdawałam sobie sprawę z tych wszystkich rzeczy, które wymienił. I paru innych, których nie chce mi się wymieniać.  Bardzo szybko skończyłam pisać. Na końcu napisałam o pewnej rzeczy, o której nawet Bambo nie wiedział. Mianowicie, było to podobieństwo do mojego czteroletniego kuzynka. Aleks na pytanie swojej mamy, dlaczego jest tak niegrzeczny w domu, odpowiedział: Mamo, nie mogę być grzeczny i w przedszkolu, i domu. Ale jak chcesz – mogę być grzeczny w domu, a niegrzeczny w przedszkolu…
- Bambo, może jednak ci przeczytać? – zapytałam, odwracając głowę w stronę, przy której siedział chłopiec. Ale na jego miejscu nikogo nie było.
Rozejrzałam się po całym domu i nigdzie go nie było. Zniknął, po prostu zniknął.
A może to wszystko tylko mi się wydawało…?



* * * 

Okej, wiem, nie jest to tekst najwyższych lotów. Ale może uda mi się coś napisać lepszego, mam pewien... plan, powiedzmy. 

Pozdrawiam

horsefan

środa, 24 lutego 2016

Recenzja książki - "Gildia Magów"

Witajcie!

Wczoraj wróciłam z ferii (ghy, niestety w pomorskim w tym roku są tak późno), mam ciężkie powieki i ogólnie teraz najchętniej bym spała jak suseł, najlepiej do dwunastej.
Ale jednak wstałam, by napisać ten post.
Pewnie po tytule większość z Was wie, o czym dziś będzie.
Chwila moment! Czy ty przypadkiem nie czytałaś Ery Pięciorga zanim wzięłaś się za Trylogię Czarnego Maga...? Toż to skandal! 
Ekhem, tak, wiem, że to trochę głupio wychodzi, i że fani pani Canavan (być może) chcą mnie teraz rozerwać na strzępy itp. itd., ale proszę o uwagę:
  1. Era Pięciorga pojawiła się na półce horsefana wcześniej, niż debiutancka Gildia Magów, a horsefan nie lubi, kiedy książki leżą i nic - tylko zbierają kurz, 
  2. horsefan miał wtedy zbyt małą wiedzę na temat twórczości pani Canavan (cóż, nie chciało mu się akurat na ten temat porozmawiać z zacnym wujaszkiem Google'm) i brał to, co było. No, a poza tym zachęcił ją do tego Kajax Szyderca.
No, dobra, dobra, koniec tłumaczenia się i mówienia o sobie w trzeciej osobie (aż się zrymowało:)).

Czas na recenzję! *tam tam tam taaam*

Hm, w sumie, to rzadko sięgam po książki, w których magowie odgrywają główną rolę*, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać.
Zastałam zupełnie nowy świat, który wciągnął mnie na dobre parę godzin.

Co roku magowie z Imardinu gromadzą się, by oczyścić ulice z włóczęgów, uliczników i żebraków. Mistrzowie magicznych dyscyplin są przekonani, że nikt nie zdoła im się przeciwstawić, ich tarcza ochronna nie jest jednak tak nieprzenikniona jak im się wydaje. Kiedy bowiem tłum bezdomnych opuszcza miasto, młoda dziewczyna, wściekła na traktowanie jej rodziny i przyjaciół, ciska w tarczę kamieniem - wkładając w cios całą swoją złość. Ku zaskoczeniu wszystkich świadków kamień przenika przez barierę i ogłusza jednego z magów. Coś takiego jest nie do pomyślenia. Oto spełnił się najgorszy sen Gildii: w mieście przebywa nieszkolona magiczka. Trzeba ją znaleźć - i to szybko, zanim jej moc wyrwie się spod kontroli, niszcząc zarówno ją, jak i miasto.
[opis z tyłu okładki]

Swój świat - Kyralię - autorka zbudowała z dużą dokładnością, począwszy od geograficznego usytuowania jej w świecie, a skończywszy na takich szczegółach, jak język, kultura, wygląd mieszkańców i podział społeczeństwa na bogatych i skrajną biedotę. Bardzo mi się to podobało, ponieważ lubię, gdy autor przykłada się nawet do takich z pozoru nic nie znaczących szczególików. 

Warta uwagi jest również nasza protagonistka, w tym przypadku jest nią Sonea - dziewczyna pochodząca ze slumsów, z pozoru taka sama jak jej rówieśnicy, jednak posiadająca pewien niezwykły talent...
Wiem, że ktoś teraz może pomyśleć, że brzmi jak opis każdej heroiny z jakiejś popularnej serii książek. Do tego dorzućmy, że taka bohaterka (nadajmy wszystkim osobnikom tego gatunku wspólne nazwisko Mary Sue) musi być olśniewająco piękna, ale i tak mieć kompleksy plus niemal każdy chłopak w powieści musi być w niej zakochany, ale ona i tak wybierze Tego Jedynego, którego akurat upodobała sobie aŁtoreczka... 
...ale gdyby tak się przyjrzeć Sonei, to wydaje się ona być bardziej ludzka. Już pomijam takie fakty, jak to, że jest zwyczajnie w świecie wychudzona, bo się wychowała w slumsach** i że wygląda w sumie przeciętnie, ale chodzi mi także o charakter. Ona ma swoje smutki i żale, wady i zalety, kocha swoją rodzinę, dla której jest gotowa wiele zrobić, jeśli nie wszystko. 

O innych bohaterach też warto wspomnieć, ale wolę nie wdawać się w szczegóły, ponieważ grozi to spoilerami. Powiem tylko, że to są również ciekawe postaci, prawie nie ma podziału na typowych Dobrych i Złych, tylko to autorka pozwala zadecydować czytelnikowi. 

Okej, trochę było o zaletach powieści i teraz czas na znienawidzone przez wszystkich WADY. 
Ale, zaraz, zaraz - czy one w ogóle tutaj są? 
Odpowiem: i tak, i nie. A właściwie, to zależy, jak na to spojrzeć. 
W odmętach internetu natknęłam się na bardzo negatywną ocenę powieści, której autor wymienia niemal same wady. 
Na początek stwierdza, że akcja jest zbyt mozolna i wprost nie mógł się doczekać końca. Nie zgadzam się z tym, ale wiem, że niektóre osoby podobnie myślą o Erze Pięciorga. W tym przypadku po prostu uważam, że każdy to odbiera po swojemu i ma prawo do takiego stwierdzenia. Okej.
Jako drugą wadę autor wymienia przewidywalność. Tutaj mam mieszane uczucia - z jednej strony tak jest, ale w dzisiejszych czasach, kiedy prawie wszystko zostało już napisane, trudno wymyślić coś na sto procent oryginalnego.  
Trzecią wadą - wg autora - jest brak scen drastycznych. I tego nie rozumiem. Czy fantasy, żeby być dobre, naprawdę tego potrzebuje? Czy ktoś tutaj pomyślał o tym, że nie każdy czytelnik może chcieć taką drastyczną książkę przeczytać? Ja, odkąd przeczytałam serię o Geralcie z Rivii, którą, co prawda, uwielbiam, to jednak chciałabym nieco odpocząć od opisów tego, jak to ptaki wyżarły wisielcowi oczy czy jak to obojczyk wystaje zmasakrowanemu trupowi jakiegoś tam rycerza. 

Podsumowując, uważam Gildię Magów za całkiem dobry kawałek fantastyki. Podkreślam, że większość z tego, co napisałam powyżej jest tylko i wyłącznie moim zdaniem na ten temat, a jak chcecie mieć swoje, to przeczytajcie, po prostu.


*Słynnego Harry'ego Pottera horsefan też nie tknął. Ale za jakiś czas uda mu się poprawić!
** [Uwaga! SPOILER!] W książce jest powiedziane między innymi to, że kiedyś jedna dziewczyna - myśląc, że Sonea jest chłopakiem - zakochała się w niej. 

Tytuł oryginału: The Magicians' Guild. The Black Magician Trylogy: Book One
Autor: Trudi Canavan 
Data premiery (Polska): 10 października 2007
Gatunek: fantasy, przygodowe

* * *

Okej, to w sumie wszystko na dziś. Dajcie znać, czy taki sposób pisania recenzji się Wam podoba. 

Pozdrawiam:) 

horsefan

piątek, 5 lutego 2016

Książka, przez którą nie mogę spać

Witam, że tak powiem na wstępie - bo temat dzisiaj nieco trudny. 

Niecały rok temu napisałam własną analizę "Igrzysk śmierci", w której wyjaśniałam, czym mianowicie się ona różni od innych popularnych powieści dla młodzieży.
Z książki Suzanne Collins nauczyłam się - poza tym, na czym polega manipulowanie społecznością i tak dalej - doceniać życie. Po prostu. Pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobił na mnie w sumie prosty opis tego, jak wygląda życie w Dystrykcie Dwunastym. Głód, nędza, brud i codzienna walka o przetrwanie. Do tego dochodzi wszechobecna propaganda Kapitolu, wmawianie ludziom, że to wszystko dla ich dobra. 

A teraz wyobraźcie sobie, że coś takiego dzieje się naprawdę. 


O Yeonmi Park dowiedziałam się stosunkowo niedawno za pośrednictwem reportażu stworzonego przez grupę reporterów-amatorów na YouTubie. Filmik - choć krótki - na jakiś czas wydrążył swego rodzaju dziurę w mojej świadomości; sprawił, że chciałam wiedzieć więcej. Pewnie się spodziewacie, że kiedy zobaczyłam książkę autorstwa Yeonmi w księgarni, to w ogóle się nie zastanawiałam. 

Myśleliście kiedyś, jak to jest, żyć w takim miejscu jak Korea Północna? Ha, jaka tam Korea - w oczach mieszkańców to Joseon - państwo idealne, pierwotne królestwo Korei, jedyne i prawdziwe, którym rządzi od trzech pokoleń ród Kimów. No, i do tego są światową potęgą gospodarczą. 
Taki obraz autorka książki znała od dziecka. To, co kreowała szkoła i media kłóciło się jednak z tym, z czym codzienne musiała się stykać na ulicach - począwszy od bezdomnych sierot, a skończywszy na regularnie odnajdywanych,  na wpół rozłożonych trupach...
Umiecie sobie wyobrazić życie w kraju, w którym państwo wie o was praktycznie wszystko i decyduje o niemal wszystkim w waszym życiu - włączając to, na jakie studia macie pójść...
...a religię zastępuje kult polityków?
A czy uwierzylibyście, że praktycznie jeszcze do 2008 roku w Chinach kwitł handel niewolnikami?

Od dawna żadna książka nie trzymała mnie w takim napięciu - nawet niedawno zrecenzowana Czerwień Rubinu. Być może to dlatego, że wszystkie wydarzenia tutaj opisane są prawdziwe, a raczej większość z nich. Słyszałam co nieco, że Yeonmi jest oskarżana o ubarwianie swojej historii. Czy tak jest - tego nie wykluczam. Nie zmienia to jednak faktu, że sama opowieść daje do myślenia. Właśnie, do myślenia. Przedstawiam Wam mój ulubiony cytat z całej książki: 

Nigdy nie przypuszczałam, że wolność jest taka okrutna i trudna. Do tej chwili sądziłam, że wolność polega na tym, że można nosić dżinsy i oglądać każdy film, na jaki ma się ochotę bez obawy aresztowania. Teraz zrozumiałam, że przez cały czas trzeba myśleć - a to jest wyczerpujące.
Przeżyć to jedna z tych książek, po których nie mogłam zasnąć. Pomimo tego, że skończyłam ją czytać parę dni temu, nie mogę ot tak wymazać jej z pamięci.
Po prostu nie mogę.

piątek, 15 stycznia 2016

Opowiadanko #1

Witojcie!

Zgaduję, że macie jakieś postanowienia noworoczne, co? (Albo jedno: nie mieć postanowień:P)
Cóż, ja nie brałam sobie nie wiadomo ile na głowę i nie wymyślałam czegoś w stylu: schudnę, będę mieć same dobre oceny itp. Mam coś innego - chcę więcej pisać/malować/rysować/czytać i ogółem się rozwijać.
Pewnie i tak nie wszystko mi się uda, ale - przechodząc do sedna - w ramach tego postanowienia dołączyłam do Kreatywnego Spojrzenia i pisać więcej opowiadań.
Oto jedno z nich. Hasła na miesiąc to: śnieg, lód, zjawiska paranormalne.

Na wstępie pragnę powiedzieć, że:
  1. Zdecydowanie nie jest to najlepsze opowiadanie. Z racji tego, że napisałam je w rekordowym czasie ok. jednej godziny (z krótszymi i dłuższymi przerwami), nie oczekujcie czegoś fantastycznego;
  2. Jest to fanfiction do Darów Anioła, występują w nim moi właśni bohaterowie. Ogółem, pomysł na pisanie o tej dwójce zrodził się w odmętach mojego umysłu, kiedy kilka(naście) miesięcy temu znalazłam na Shadowhunters' Wiki konkurs na własną postać, tj. OC. Jak to ja, najpierw przeczytałam reguły i odkryłam, że owa postać może się wywodzić tylko ze Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii. Jak się zapewne spodziewacie, nieźle się wkurzyłam. I przy okazji postanowiłam, że będę pisać o Nocnych Łowcach z przeróżnych zakątków świata, min. z Polski. 
  3. Jeśli chodzi o głównych bohaterów, to są nimi Maria, polska Łowczyni i Mychajło (z ukraińskiego: Michał), Ukrainiec. Pierwotnie chciałam z nich uczynić parę, ale uznałam, że to zbyt oczywiste, ponieważ leczę się z marysuizmu. Mimo tego, nadal miałam parę pomysłów na opowiadania, w których są razem. To jest jedno z nich, więc w swoim mniemaniu uważam je za nieoficjalne. Wszyscy zrozumieli?:) 
  4. Inspirowałam się tutaj moją zeszłoroczną wycieczką do Lwowa.


Indzojcie!

Zimne jak lód



Ostatnie promyki słońca lizały groby na lwowskim Cmentarzu Łyczakowskim, kiedy z nieba spadł pierwszy płatek śniegu.  Była dopiero szesnasta, ale o tej porze roku dzień zawsze był krótki.  Nieliczne duchy, którym zapewne nie chciało się czekać do północy, powyłaziły z grobów. Niektóre włóczyły się bez celu, inne nawoływały bliskie im osoby, jeszcze inny gdzieś zawodził potępieńczo…
…tak jak duch zaledwie trzynastoletniego chłopczyka włóczącego się pomiędzy grobami Orląt Lwowskich. Na chwilę zamilkł, kiedy zobaczył idące ścieżką dwie postaci, bynajmniej nie duchy.
Mężczyzna i kobieta, oboje odziani w białe szaty, z kapturami odrzuconymi na plecy. Rozmawiali o czymś, ale ducha nie bardzo obchodziło – wszyscy poruszali te same tematy; życia, śmierci, rodziny, patriotyzmu i wojny… po wielu latach leżenia w grobie, chłopcu znudziło się.
Ale ci przybysze byli… inni. Duch przez chwilę się zawahał,  po czym doszedł do wniosku, że tym razem zostanie, a nie będzie wył, tak jak zwykł każdej nocy. 

* 

…powiedz mi, Marija, ile już minęło odkąd… to się stało?
- Rok. – odpowiedziała Żelazna Siostra bez wahania. - Rok, Mychajło… znaczy się, Bracie Danielu.
Bez obaw. Możemy rozmawiać tak jak kiedyś. Przecież ty też nie jesteś już Mariją, lecz Siostrą Minervą, zapomniałaś?
- Fakt, zapomniałam… po prostu, przy Tobie zapominam, że jestem już kimś innym.
Nie było to do końca prawdą. Maria wolała czasami udawać, że nie jest Żelazną Siostrą, a on nie jest Cichym Bratem. Zazwyczaj robiła to przez takie proste gesty. Chciała, by wszystko było jak dawniej, ale zdawała sobie sprawę  z tego, że inaczej ich winy nie da się zmazać.
Przypomnij mi, dlaczego tacy się staliśmy?
- Dość szybko zapominasz to, o czym ci mówię – spostrzegła Maria, a na jej twarzy pojawił się na moment cień uśmiechu. Cichy Brat nie odpowiedział.
- Kodeks zabrania miłości między Parabatai – podjęła. – przynajmniej innej, niż braterska. A nasza właśnie taka była… z resztą, nawet gdyby nie łączyły nas więzi runiczne, to i tak nasze rodziny by się nie zgodziły...
Kiedy wypowiadała te słowa, jej wzrok powędrował na ogromną kolumnę z Archaniołem Michałem wyłaniającą się wśród drzew. Złoty Archanioł stał do Orląt tyłem, składał wieniec położonym nieco dalej żołnierzom Ukraińskiej Powstańczej Armii… nawet tutaj, na cmentarzu, musi istnieć wzajemna nienawiść wobec siebie.
- …jak konflikt Przyziemnych może uniemożliwiać  przyjaźń między Nefilim?
Jesteśmy zależni od Przyziemnych, a oni są zależni od nas. Jonathan Nocny Łowca musiał z kogoś nas tworzyć. Twoi przodkowie wywodzą się od Polan, moi od Rusinów…
- Wiem, Mychajło, ja wiem. Tylko nie rozumiem, jak to może w jakikolwiek sposób niszczyć relacje naszych… nacji. – innego określenia nie mogła znaleźć. - Przecież nie jesteśmy tacy jak oni.
Cichy Brat nie od razu odpowiedział.
Ja też nie rozumiem, Marija. I chyba nigdy nie zrozumiem.
Stali przez chwilę w milczeniu, Mychajło trzymał Marię pod rękę. Spoglądali na Archanioła Michała, który teraz nie zdawał im się być Michałem, lecz Razjelem. Razjelem, który się od nich odwrócił i przyznawał laury tym, którzy ich upodlili… tak przynajmniej im się zdawało, że tym, którzy ich upodlili.
Później podszedł do nich inny Cichy Brat, nieco niższy od Brata Daniela. Oznajmił, że to koniec ich spotkania. Nie odezwali się ani słowem.
Polka podeszła do Ukraińca, położyła mu dłonie na ramionach i stojąc na palcach popatrzyła mu w oczy. Oczy, które kiedyś były brązowe. Teraz były czarne i bezdenne, jak oczodoły kostuchy na średniowiecznych malowidłach. Przeczesała włosy o nienaturalnie srebrnej barwie, niegdyś koloru blond. I przyłożyła swoje wargi do jego ust, zimnych jak lód.

*

Duch patrzył, jak kobieta odchodzi. Jak srebrnowłosy wodzi za nią wzrokiem. Do jego świadomości dochodziły tylko urywki myśli mężczyzny, ale domyślał się jego cierpienia.
Dłużej nie mógł patrzeć. Odleciał w kierunku kaplicy, miejsca, gdzie zwykł pokazywać się żywym i wyć potępieńczo. I obiecał sobie, że skończy z tą błazenadą.
Od tamtej pory nikt we Lwowie nie śmiał wspomnieć o zjawiskach paranormalnych na Łyczakowie. 

 * * * 

Fiuuu. Mam nadzieję, że nie było takie męczące, co? 

Jeśli jakimś cudem podobają wam się moje teksty, to napiszcie mi w komentarzach. Może coś jeszcze się pojawi.

A jak na razie, to do zobaczenia:) 

horsefan


niedziela, 3 stycznia 2016

Czas pożegnać 2015 rok...

Witam wszystkich w Nowym Roku!

Kurczę, ciężko uwierzyć, że już nastał ten rok? Mnie przyzwyczajanie się do pisania szóstki zamiast piątki zajmie max. 3 następne miesiące.
Hmm, może skoro się jeszcze nie zostawiłam starego roku za sobą, to może warto spisać moje zeszłoroczne odkrycia?


MUZYKA

Oj, tutaj jest dużo do wymieniania i nie wszystko zapewne uda mi się ująć. Na początek powiem co nieco dwóch zespołach, które najczęściej słuchałam. Różnią się one od większości wcześniej znanych mi grup z dwóch powodów: nie są z Polski/Wielkiej Brytanii/USA i nie grają popu/rocka itp.  

Onuka

Nazwa tego ukraińskiego zespołu znaczy po prostu "wnuczka". Nawiązuje ona do wokalistki - Naty Żyżczenko - której dziadek zawodowo wykonywał tradycyjne instrumenty.
W ich muzyce urzekł mnie... a z resztą - sami zobaczcie: 




oficjalna strona: http://www.onukamusic.com/


Dakh Daughters 

Źródło
 Założona w 2012 roku w Kijowie grupa składa się z siedmiu aktorek, same swą nazwę wzięły od teatru Dakh, z którym współpracują. W swoich piosenkach często używają fragmentów tekstów znanych twórców, min. Szekspira czy ukraińskiego wieszcza narodowego - Tarasa Szewczenki.
Poza ojczyzną, zespół bywał również we Francji i w Rosji, a także w Polsce. W tym roku mają być na Openerze - nie mogę się doczekać!





Florence + The Machine

No, poza tymi dwoma zacnymi zespołami zza naszej wschodniej granicy, w minionym roku zainteresowała mnie również grupa z Wielkiej Brytanii. (Uwierzcie mi - miłość do ich muzyki nie słabnie u mnie. Słucham ich od ponad pół roku i jeszcze mi się nie znudzili.) Pewnie część z Was wie co nieco o Florence Welch i jej "bandzie", więc wolę Was nie zamęczać niepotrzebnymi linijkami tekstu. Niewiedzących odsyłam w odmęty internetu. 
(Ale jednak Flo gra rocka... a miało o nim nie być. A co tam - indie rock się nie liczy!) 


KSIĄŻKI

No, tutaj będzie krótko i zwięźle. 
W 2015 udało mi się przeczytać akurat te książki, które chciałam: Kapłankę w Bieli, Zawód: Wiedźma i połknąć większość wiedźmińskiej sagi. 
W tym roku poddawać się nie zamierzam, czeka mnie bardzo długa lista do skompletowania przez cały rok i coś jeszcze... 

YOUTUBE
Jeśli idzie o YouTube'a, to poprzedni rok był bardzo obfity w nowe odkrycia. Z nich wyłoniłam kilka, które uważam za najbardziej trafne:) 

Paweł Opydo

Macie już dość beznadziejnych książek? Chcecie, żeby ktoś wreszcie powiedział raz na zawsze w sferze publicznej: "spalić te gnioty!"? Poznajcie Pawła, który wraz ze swoją serią filmów "Złe książki" oraz masą innych od razu wskaże głupoty i gwałty na logice, tak powszechnie występujące we współczesnej literaturze popularnej!
Psychodietka

Gdzieś słyszałam, że jeśli idziesz na studia z psychologii, to coś musi być z Tobą nie tak. Oto przed Wami osoba, która jest chodzącym zaprzeczeniem tego stereotypu - Martyna Banasiuk. Opowiada ciekawie, nie tylko o psychologii, ale również namawia do polubienia samego siebie i motywuje do zdrowego odżywiania. 
Kanały historyczne: Historia bez cenzury i Tylko historia

Nie ukrywam, historia jest moją miłością od mojego wczesnego dzieciństwa. Na obu kanałach można poznać masę ciekawych faktów na przeróżne tematy związane z tą dziedziną, niektóre bardziej szokujące, inne mniej. Może nie wszystkie są prawdziwe, ale przy oglądaniu można się całkiem fajnie bawić:) 
Michał Sikorski TV

Tutaj też nieco znajdziecie o motywacji, ale prowadzący opowiada o wielu rzeczach w sposób bardzo sensowny. Nagrał również filmiki ze swoich wyjazdów do Moskwy i na Białoruś, które są - wg mnie - warte obejrzenia. Oto kilka moich ulubionych filmików:

 

Dziś post był nieco... filmowy. Kto wie, może zrobię drugą część, trochę mniej filmową... jeszcze się zobaczy. 
Jak na razie kończę i życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku!                    

Pozdrawiam 

horsefan                   

wtorek, 29 grudnia 2015

Recenzja książki - "Czerwień Rubinu"


Tytuł: Czerwień Rubinu
Tytuł oryginału: Rubinrot 
Autor/ka: Kerstin Gier
Trylogia: Trylogia Czasu
Rok wydania (w Polsce): 2011
Gatunek: fantasy, romans, przygodowe, obyczajowe

Trylogia Czasu jest tak wciągająca, że w zasadzie należałoby powiedzieć: «wsysa»; jest dowcipna, a zarazem totalnie romantyczna. Pewnego dnia szesnastoletnia Gwen odkrywa, że jest posiadaczką genu podróży w czasie – niespodziewanie przemieszcza się o sto lat wstecz. Okazuje się, że nie jest jedynym podróżnikiem - istnieje całe tajne bractwo, zajmujące się kontrolą dwunastu podróżników w czasie – Gwen jest ostatnim z nich. Szybko odkrywa, że jedenastym jest bardzo atrakcyjny dziewiętnastolatek: Gideon. Ale zakochiwanie się nie jest takie proste gdy się skacze tam i z powrotem w czasie i gdy trzeba wypełnić niebezpieczną misję w XVIII. wieku.

                                                    ~fragment opisu ze strony lubimyczytac.pl (klik!)


 Cóż, od Wiedźmina kiedyś trzeba było odpocząć. A poza tym, na mojej półce znajdują się inne książki, których od ponad roku nie tknęłam...
...jak się pewnie spodziewacie, Czerwień Rubinu jest jedną z nich. Nie wiem, czemu tak długo jej nie tknęłam - może to dlatego, że wstyd pokazywać się z takim romansidłem w szkole?
Wczoraj postanowiłam, że nie ma już sensu dłużej tego przeciągać i wzięłam się za czytanie. Nim się zorientowałam, byłam już na setnej stronie. Akcja jest wartka i porywająca, ale to nie ona okazała się - w moim odczuciu - najlepszą zaletą tej książki.
Tą najlepszą zaletą jest... główna bohaterka. Gwen wydała mi się być bardzo naturalna, ludzka. Nie przypomina w żadnym stopniu Marysi Sójki; ma swoje wady i zalety, jak każdy inny, a sposób w jaki opisywała całą historię bardzo często doprowadzał mnie do śmiechu.
A Gideon? Powiem krótko: okazał się lepszy, niż sądziłam. W tego typu powieściach to właśnie ci "mhroczni" chłopacy mnie niesamowicie wkurzają*, a tutaj... nie miałam nic przeciwko niemu. Na początku myślałam sobie, że coś jest ze mną nie tak - no bo jak? Wszyscy tacy horsefana wkurzali, a teraz co?...
...Cóż, tutaj muszę złożyć gratulacje autorce - przedstawiła Gideona w sposób pozbawiony większości - jak ja to mówię - sztucznych brokacików, czyli przesłodzeń, wyolbrzymień itp. :)

Podsumowując, powieść nie jest jakiś wysokich lotów, nie uświadczymy w niej dylematów moralnych i skomplikowanych kryminalnych zagadek. Mimo tego, zgadzam się ze stwierdzeniem z okładki:
"W Czerwieni Rubinu im więcej szczegółów poznajemy, tym bardziej interesująca okazuje się główna zagadka" (autor: A. Chojnowska)
 ... i przy okazji dodam tu coś od siebie. Dzięki narracji pierwszoosobowej nie tylko dobrze się bawiłam, ale także miałam wrażenie, że jestem tam, gdzie bohaterowie i przeżywam ich przygody razem z nimi. (A ostatnio zdarza mi się to coraz rzadziej...)

*oj, długo to zajęło, zanim wreszcie polubiłam Jace'a z Darów Anioła. Ale jak już do tego doszło, to uznałam, że moglibyśmy być rodzeństwem;P



Tak więc, zacni Czytelnicy (zacny... to takie zacne słowo:p)  życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku i... co tam jeszcze sobie wymarzycie:) 

Pozdrawia 

horsefan

środa, 23 grudnia 2015

A może by tak rzucić wszystko i wynieść się do innej galaktyki?

Dzyń dzyń dzyń!

Oto wasz ukochany renifer Ru... tfu, znaczy się, horsefan, powrócił!
Cóż się z nim działo? Porwali go... tfu, ją, kosmici? A może... o nie! Tylko nie to? Illuminati!...

...ha, ha, ha. Nie.

Otóż, wyobraźcie sobie taką oto sytuację. Jest końcówka listopada, siedzicie sobie na lekcji WOS-u. Właściwie, to bardziej od tego przedmiotu martwi was to, czy na następnej lekcji nie będzie niezapowiedzianej kartkówki z chemii. Zastanawiacie się, jak i kiedy powtórzyć materiał, byleby na przeklętym świstku papieru pokazała się ta zasłużona trójka.
A tu nagle nauczyciel (i wasz wychowawca) rzuca na forum temat akcji charytatywnej. I to nie byle jakiej - Szlachetnej Paczki. Pan wymienia potrzebne rzeczy i na tej liście znajdują się również wszelkiego rodzaju przybory szkolne.  I co wy robicie? Zgłaszacie się do pomocy, a jakże!
Do domu wracacie przeszczęśliwi, że chcecie pomóc człowiekowi w potrzebie.
A w zaciszu domowego ogniska otwieracie szkolnego maila i widzicie, że już coś nie gra. Sprawdzacie najnowszą wiadomość z listą koordynatorów od poszczególnych darów dla rodzinki i przy przyborach szkolnych... widnieje wasze nazwisko.

I tak oto, moi mili państwo, horsefan została no-life'm na następne parę tygodni.


 * * * 

Chciałam napisać wcześniej, ale natłok zajęć i brak pomysłów w rzadkich wolnych chwilach mi na to nie pozwalał.
Cóż, niedawno mój trud związany z piastowaniem funkcji koordynatora się skończył, więc mogłam się spokojnie wziąć za dwa filmy, na które od dawna czekałam...

Na pierwszy ognień - Kosogłos cz. 2! 
(Drogi Czytelniku! Wystrzegaj się spoilerów!)

Źródło
 A więc co myślę o finałowej części Igrzysk?

Odkąd zobaczyłam zwiastun, wiedziałam, że muszę na ten film pójść. Co prawda, slogan z plakatów zupełnie do mnie nie przemawiał, bo zakończenie znałam od ponad roku:P
Jednak pomimo zaspoilerowania, byłam pozytywnie nastawiona.
Do czasu.
Od rozpoczęcia seansu czekałam na coś, co poczułam w trakcie oglądania części pierwszej. Napięcie? Niepokój? Trudno określić, co to było. Wiem jedno - sprawiało, że nie mogłam się oderwać od ekranu, nawet jeśli zdawałam sobie sprawę z tego, co za chwilę miało się stać.
Właśnie. Tutaj niczego takiego nie było. Dajmy na to, odliczałam sekundy do pojawienia się zmiechów, a kiedy już do tego doszło, to w ogóle się nie zrobiły one na mnie żadnego wrażenia.
Poza tym ciągnie się długa lista scen, które mnie znudziły lub - moim zdaniem - były wymuszone.
Kurczę, trudno mi to określić, ale mam wrażenie, że film był... sztywny? [Można w ogóle tak powiedzieć?]
Brakowało mi parę elementów z książki, głównie załamania psychicznego Katniss po śmierci Prim.
Mam jednak - tak na koniec - mały powód do radości. Mój OTP się spełnił! (Ręka w górę kto jeszcze ship'uje  Effie z Haymitch'em!)

Podsumowując, czuję się nieco rozczarowana ostatnią częścią Igrzysk... no, co tu więcej mówić?
A co wy myślicie?

 ...szykuj się, młody padawanie! Oto nadciągają Gwiezdne Wojny!

Źródło
Jak pewnie (niemal) każdy szanujący się nerd w tym kraju, czekałam na na premierę tego filmu, nie będąc do końca pewna, jak to wypadnie. Odkąd George Lucas sprzedał swoją wytwórnię Disney'owi, moje obawy stawały się coraz bardziej pesymistyczne...
...ale na szczęście, się nie ziściły.
Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to podobieństwo do pierwszej trylogii. Nie wiem, czy można to uznać za plus czy za minus. Z jednej strony, po tym co widziałam w epizodach 1-3, jest to dla mnie powód do radości... z drugiej jednak fabuła nieco przypomina tą z 4 części - akcja też zaczyna się na pustynnej planecie, również mamy główną postać-sierotę, która odkrywa w sobie niezwykłe zdolności...
Jeśli chodzi o nową główną bohaterkę, to jestem mile zaskoczona. Odkąd zobaczyłam zwiastun i zrozumiałam, że tak, to kobieta tym razem będzie odgrywać główną rolę, bałam się. Czego? Że plaga Marysi Sójki zainfekowała już moje ukochane uniwersum!
Jednak Rey umie sobie sama radzić, nie użala się nad sobą i nie jest jakoś "olśniewająco piękna". (A przynajmniej nie na tyle, by dosłownie każdy mężczyzna w filmie był w niej zakochany. Uff. )
Drugim plusem również stało się dla mnie coś, co z początku uważałam za wadę. Albowiem tej części nie nakręcił Lucas, ale J.J. Abrams - reżyser znany głównie ze Star Treka. Moje obawy co do jego osoby rozwiała masa tekstów i sytuacji, które od razu doprowadziły mnie do śmiechu:)
Oczywiście, "Przebudzenie Mocy" nie pobiło starej trylogii, ona nadal zajmuje - u mnie przynajmniej - najwyższe miejsce spośród całej sagi. Film, tak ogółem, jest okej...*
Uważam, że jeśli nie jesteście jakimiś wielkimi fanami uniwersum SW, to raczej powinno się Wam spodobać:)


*ale jako fan oczywiście muszę się przyczepić do kilku fragmentów, ale o tym kiedy indziej

* * *
Przerywamy program, by nadać komunikat specjalny.

W życiu niemalże każdej kobiety przychodzi czas na zmiany. A w żywocie horsefana ten dzień właśnie nadszedł. 
Mili państwo! Ogłaszam wszech i wobec, że horsefan dzisiaj rano przeżył swoje...
*rytmiczne uderzenia bębnów*
*widownia wstrzymuje oddech*
...postrzyżyny! Co prawda o siedem lat za późno, ale kogo to obchodzi...

A tak na serio, to błagam was - nigdy nie chodźcie do fryzjera, który pracuje w salonie kosmetycznym. To naprawdę ZUY pomysł. U mnie skończył się osłabieniem włosów, a w ciągu ostatnich 3-4 miesięcy straciłam ok. 3/4 moich grubych włosów:(

  * * *

No, to chyba wszystko, czym chciałam dzisiaj zaśmiecić internet  co chciałam Wam dzisiaj przekazać.

Przede wszystkim życzę Wam wesołych, radosnych świąt spędzonych w rodzinnym gronie a nie przez kompem i szczęśliwego Nowego Roku!

horsefan:-) 

P.S. do ludzi, którzy obejrzeli epizod 7 - Czy jestem jedyną osobą, której się podoba Kylo Ren? (pytanie głównie do pań)

Szóstka Wron.