Witam ponownie na moim zacnym blogu wszystkich wędrowców zagubionych w odmętach Internetu!
Co się z horsefanem działo przez ostatni miesiąc? Otóż, spadła na mnie cała masa zadań oraz ktoś (czyżby złośliwy Los?) rzucił na mnie klątwę, zwaną poniekąd Brakiem Weny Pisarskiej.
Dobra, teraz na poważnie. Skąd taki temat posta? Cóż, cofnijmy się w czasie, daleko, daleko, do grudnia zeszłego roku.
Wszystko zaczęło się od... lekcji polskiego, która miała wówczas miejsce. Właśnie kończyliśmy przerabiać
Mitologię Parandowskiego i mój polonista postanowił, że chce zadać uczniom prezentacje, na dodatkowe punkty, rzecz jasna.
Padło kilka tematów. Pamiętam, że pierwszy z nich brzmiał:
Mitologiczne związki frazeologiczne, czy jakoś tak... reszta była mniej więcej tego pokroju.
I nagle coś zupełnie nowego:
Mity greckie i psychologia.
Zapada cisza.
Przerwałam
ją - oczywiście - ja. Czemu? Sama nie pamiętam, dlaczego podniosłam tę
rękę. Chyba chciałam się zapytać pana o inną pracę... a może chciałam
poprosić o zwykłą możliwość wyjścia do toalety?
A tu klops.
- O, Zosia, świetnie! - ucieszył się mój nauczyciel.
- Eee, proszę pana, ja chciałam... - głos ugrzązł mi w gardle.
- Możesz to zrobić, tak?
- Ja właściwie...
- Tak? To świetnie, ponieważ to
bardzo trudny temat! Brawa dla Zosi!
Niektórzy członkowie mojej klasy tylko spojrzeli na mnie z lekkim współczuciem.
Po prostu świetnie.
Na
początek powiedzmy, że nie miałam wówczas pojęcia, jak się zabrać do
pracy. Materiały jakie posiadam okazały się zbyt małe, bym mogła podołać
zadaniu. Lecz w takiej sytuacji postanowiłam się nie załamywać i szukać
tych materiałów gdzie indziej, skoro nie mam ich w domu.
I znalazłam książkę w dziale PODRĘCZNIKI w zakładce... DLA STUDENTA. Nosiła tytuł:
Psychologia mitów greckich. Sprzedawca w Empiku twierdził, że to ostatnia w mieście, więc wzięłam ją od razu, bez większego zastanowienia.
 |
| A książka prezentuje się właśnie tak:) |
Cóż więcej? Prezentacja poszła całkiem dobrze i dostałam swoje upragnione punkty dodatkowe, jednak na początku stycznia wpadłam na cudowny pomysł podzielenia się ów prezentacją ze światem. I rzeczywiście - zaczęłam pisać dłuuuugiego posta, którego planowałam najpierw opublikować w tym samym miesiącu, tj. styczniu.
A potem w lutym.
A później w marcu.
W końcu doszło do kwietnia i... nie wytrzymałam. Rozdzieliłam to na części i tak oto narodziła się ta seria.
Zapraszam do lektury... dzisiejszy temat to Kora i Demeter!
Pamiętam chwile, kiedy byłam mała i prosiłam kogoś z rodziny o
przeczytanie mi tego konkretnego mitu; zazwyczaj była to mama lub
babcia.
Demeter, bogini urodzaju, miała z Zeusem córkę -
Korę, co z greckiego znaczy po prostu "Dziewczyna". I rzeczywiście, Kora
była taką dziewczynką, której świat był szczelnie zamknięty przez
matkę. Aż do pewnego dnia, kiedy Kora, tak jak dzień w dzień,
postanowiła zebrać kolejny bukiet kwiatów na łące. Bogini zakazała jej
zbierać tylko jednego gatunku - narcyzów. Jednak chwila nieuwagi
wystarczyła, by straciła córkę z pola widzenia.
Okazję
wykorzystał pan Podziemia - Hades. Kiedy Kora - niczego nieświadoma -
złamała zakaz matki, zbliżając się do narcyza, wyłonił się spod
powierzchni Ziemi na swym rydwanie i porwał Korę do swojego królestwa.
Gdy
Demeter zrozumiała, co się stało, wpadła w rozpacz, a wraz z nią - cała
przyroda. Mijały dni, miesiące... Demeter wędrowała po świecie,
zrozpaczona utratą córki. Brakowało plonów, ludzie głodowali... (no,
może z wyjątkiem mieszkańców jednego miasta - Eleusis, gdzie sama
rodzina królewska zajęła się boginią, ale to inna historia). Powróciła
na Olimp, by ostatecznie poprosić ojca Kory - Zeusa - o pomoc. Ale były
mąż nie był skory do pomocy, gdyż sam wcześniej zaaranżował porwanie
wraz z Hadesem. Gdy Demeter się o tym dowiedziała, jej smutek i tęsknota
przerodziły się w śmiercionośny gniew. Od razu zażądała od Zeusa
oddania córki - przeciwnym razie wszyscy ludzie na świecie umrą z głodu i
- co ważniejsze - nie będzie więcej ofiar dla bogów.
Ostatecznie
władca niebios wysłuchał jej. Od razu nakazał bratu wypuścić Korę. Gdy
młoda bogini powróciła do Świata Żywych, pojawił się pewien problem.
Przebywając w królestwie Hadesa, córka zjadła kilka pestek granatu.
Zjedzenie czegoś w Krainie Umarłych oznaczało wieczne związanie się z
tamtym miejscem. Wówczas Zeus postanowił, że dziewięć miesięcy w roku
Kora będzie spędzać z matką, zaś pozostałe trzy będzie królową Świata
Zmarłych - Persefoną.
Weźmy ten mit pod lupę. Demeter jest matką oddaną swojemu
dziecku, poświęca mu cały swój wolny czas. Nie traktuje dziecka
przedmiotowo, jak własność, tak jak to czyni Hera. Już samo jej imię coś
zdradza -
Demeter. Słowo
meter w języku greckim znaczy
matka.
To pokazuje nam, jak ważną rolę w społecznościach greckich miała postać
takiej matki. To pojawia się również w innych kulturach:
- Starożytny Egipt - Izyda kochała swojego męża, Ozyrysa, tak
bardzo, że była gotowa zaryzykować w każdej chwili, byleby odnaleźć
każdy kolejny kawałek jego poćwiartowanego ciała. (W dodatku miała na
głowie inne obowiązki, jak wychowanie syna - Horusa.) W ten sposób Izyda
miała być przykładem oddania i wierności małżeńskiej.
- Chrześcijaństwo (katolicyzm, prawosławie) - kult Marii
jako Matki Boskiej wynika z pewnej potrzeby matki, gdyż to do niej
zawsze uciekamy w najtrudniejszych chwilach (dowodem tego jest choćby
katolicka modlitwa "Pod Twoją Obronę"). Należy również zwrócić uwagę na
fakt, że kult Matki Boskiej jest najsilniejszy w krajach, których
mieszkańcy doświadczyli wiele cierpienia na przestrzeni wieków, np. w
Polsce czy w Meksyku.
- Plemiona pierwotne - kult Matki Natury można spotkać również w wielu innych wierzeniach. Np. u wyznawców japońskiej religii shinto
czy u członków sekt New Age wynika to najprawdopodobniej z szacunku do
Ziemi jako rodzicielki, jako matki wszelkiego stworzenia, a to właśnie
człowiek - zły i egoistyczny - niszczy ją niczym pasożyt. Jest to jedna z
form kultury matriarchalnej, której również i u nas - w kulturze
Zachodniej - powoli ustępuje bardziej prymitywny patriarchat. Pozwolę
sobie również dodać, że taki kult był bardzo rozwinięty u Słowian -
Mokosz, Matka-Ziemia, dawała ludziom, zwierzętom i roślinom swoje mleko w
postaci cennego deszczu, dlatego wszystkiemu, co od niej pochodziło,
należał się szacunek.
Skupmy się przez chwilę na trzecim z powyższych punktów. Matriarchat w
formie filozoficznej ma również swoją ciemną stronę - tak rodzą się
systemy totalitarne, takie jak nazizm czy komunizm. To wiara w państwo
jako matkę, która zawsze i wszędzie będzie dbała, a także obroni swoje
dzieci-obywateli.
Ale kto się sprzeciwi mamusi, musi zostać ukarany...
Teraz
przejdźmy do psychologii jednostki. Kiedyś, na pewnym internetowym
forum, przeczytałam skargi 17-letniej wówczas dziewczyny, która skarżyła
się, że ma nadopiekuńczych rodziców. Opisała, że nadal podchodzą do
niej, jakby była o co najmniej 10 lat młodsza, nie pozwalają jej
normalnie spotykać się ze znajomymi i we wszystkim chcą ją wyręczać.
Zapadły mi w pamięci jej słowa:
"To przez nich jestem taka niesamodzielna, nie umiem zawrzeć normalnej znajomości...".
Właśnie. Demeter chciała zachować Korę przede wszystkim dla siebie,
wręcz ją uważała za część siebie. Nie pozwalała jej stać się kobietą.
Takie matki nie rozumieją, że ich funkcja wraz z dorastaniem córki
powinna przejść na "wyższy poziom", czyli oczu i uszu dziecka powinna
przyjąć formę starszej, bardziej doświadczonej przyjaciółki. Kiedy
spojrzymy na tę interpretację z pewnego punktu widzenia, możemy
powiedzieć, że im dłużej córka nie będzie dorastać, tym większa szansa,
że wpadnie w ręce psychopaty, alkoholika, narkomana itp. To dlatego
Demeter wpadła w szał po odejściu córki. Nie mogła pogodzić się z tym,
że na wieczność traci swoje maleństwo. Jednak Hades niekoniecznie musi
być psychopatą - to silny mężczyzna, który jest gotów postawić się
"reżimowi" potencjalnej teściowej.
A dojrzały mężczyzna potrzebuje miłości dojrzałej kobiety, a nie małego, bezbronnego dziecka, czyż nie?
W jednej z wersji tego mitu, którą znam z dzieciństwa, jest
powiedziane, że Kora w królestwie męża nosi imię Persefona. To jeszcze
bardziej pokazuje, że z małej dziewczynki stała się kobietą, zdolną do
podejmowania własnych decyzji i posiadającą własne zdanie. Kiedy Hades
oddał Korę matce, Demeter także mogła się czegoś nauczyć od własnej
córki i pogodzić się z faktem, że nie zawsze będzie dla niej oczami i
uszami...
W micie opowieść kończy się dobrze, jednak w prawdziwym
życiu nie zawsze tak jest. Jak wspominałam, im dłużej córka nie pozna
dorosłego świata, tym większa szansa, że kiedy w końcu wejdźcie do tego
świata, to stanie jej się krzywda, którą - wbrew pozorom - nie musi być
psychopatyczny partner. Takie dziewczęta, zwłaszcza pochodzące ze
skrajnych rodzin, w których ojciec np. pił, nie mogą - w przeciwieństwie
do swoich dojrzalszych rówieśniczek - pojąć, że mężczyzna i kobieta
muszą się uzupełniać w codziennym życiu. Uważają mężczyzn za wrogów, za
źródło wszelkiego zła. Tak rodzą się organizacje "feministyczne" - piszę
w cudzysłowie, ponieważ nie ma to zbyt wiele wspólnego z prawdziwym
feminizmem, czyli wiarą w równość niezależną od płci. Takie kobiety są,
co prawda zaradne i w miarę samodzielnie, ale wyznają skrajne ideologie i
często wybierają orientację lesbijską, co - wg psychologów - stanowi
pewien rodzaj ucieczki przed zaborczą matką, ale również to trwanie w
świecie, do którego mężczyzna nie ma dostępu.
Ludzka psychika to naprawdę niesamowity mechanizm.
U
wcześniej przeze mnie wspominanych Słowian bogini Mokosz mogła karmić
swoim "mlekiem" i dawać życie, ale za dużo deszczu wywoływało powódź i
mogło zabić to, co w życiu jest najpiękniejsze... A ten grecki mit to
obrazuje, czyż nie?
Ciekawostka [jeśli nie chcesz mieć zepsutego dzieciństwa, nie czytaj...]
Podobny motyw można również znaleźć w popkulturze.
Kiedy byłam nieco młodsza, uwielbiałam film Disney'a pt.
"Zaplątani".
Od tamtego czasu bardzo zmienił się sposób w jaki patrzę na tę bajkę,
min. przez tę - z pozoru zwykłą - prezentację do szkoły. Dlaczego?
Występuje w niej ten sam motyw, co w tym micie. Gertruda nie chciała
pozwolić Roszpunce dojrzeć, ponieważ chciała zachować ją wyłącznie dla
siebie. Od Demeter różni ją jednak to, że w przeciwieństwie do bogini,
nie kochała córki i miała ją jedynie za źródło młodości. Źródło
młodości...? Może tym dla takich matek są ich córki? Może zbytnio
przypominają im utracone lata...
Cóż więcej? Teraz tylko kontynuować...
Pozdrawiam i życzę miłej Wielkanocy:)
horsefan