Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 października 2016

Ulubione horsefanowskie cytaty ever, czyli co mnie inspiruje;)

Dzień dobry... właściwie, to powinnam napisać: dobry wieczór, cześć i czołem.

Dawno mnie tu nie było, prawda?
Eh, od czego by tu zacząć... tak, by nie wyszło z tego masło maślane, rzecz jasna. No, i bez zbędnego zanudzania.
Otóż, spotkało mnie ostatnio coś, co od czasu do czasu napada każdego bloggera: paskudne choróbsko zwane w języku łacińskim zastoyus bloggeris, czyli w przekładzie na polski zastój blogerski. Nic nie chciało mi się pisać, odczuwałam braki w inspiracji... a poza tym zupełnie zapomniałam o postach, które miałam napisać. Na przykład o wstawieniu zdjęć z wycieczki na Islandię. I o kilku innych, ale ważnych rzeczach. Może powodem tego był fakt, że bardzo, ale to bardzo chciałam wstawić dzisiaj recenzję pewnej książki, którą piszę chyba od dwóch tygodni, ale ciągle jakoś nie mogę jej skończyć.
A tak abstrahując już od mojego choróbska, to do sprawy postanowiła się dołączyć Pani Szkoła, która w tym roku jest wyjątkowo paskudna i na 99, 9% będzie z nią tylko gorzej. Przez co również pragnę Was poinformować, że najprawdopodobniej będę pisać mniej niż ostatnio, czyli tak gdzieś 1-2 razy na miesiąc.

Tyle ze wstępu. Teraz czas na właściwy temat posta.

Źródło: WeHeartIt
 Zakładam, że już z tytuły domyśliliście się, o czym będzie dzisiejszy post. No bo przecież wielu z nas ma ulubione cytaty, prawda?
Tak na marginesie, nie jest to lista od najbardziej ulubionego w dół i tym podobne, kolejność wypisywania jest zupełnie dowolna.

Jest się tym, kim jest. I jest się tym, co się robi. Kiedy przychodzi pora, to najlepsze, co można uczynić, i tylko to jest słuszne. Najgorsze to nie robić nic.
                                                     ~ Siri Pettersen, Dziecko Odyna        


Moja motywacja na co dzień. Zarówno do nauki, jak i w codziennym życiu. Nawet powiesiłam sobie karteczkę z nim nad biurkiem. Bo jak mam być uczennicą, to będę uczennicą, a nie leniem, co nic, tylko leży do góry brzuchem.
A poza tym - kiedy się coś nam psuje, to jedyne, co nam zostaje, to robić to, co należy do nas, mam rację?

Nie sztuką być dobrym człowiekiem, gdy świeci słońce. Sztuką jest nie sprzeniewierzyć się wartościom, gdy szaleje zamieć.

   ~ Magdalena Kawka, Pora westchnień, pora burz


Tutaj sądzę, że znaczenie jest na tyle oczywiste, że nie muszę Wam nic tłumaczyć. Ale cytat ważny, często go sobie powtarzam:)

Drobna uwaga. Na pewno umrzecie.

             ~ Markus Zusak, Złodziejka książek


Z serii "co robi horsefan, żeby oswoić się z wizją, że kiedyś umrze".

Błędy też się dla mnie liczą. Nie wykreślam ich ani z życia, ani z pamięci. I nigdy nie winię za nie innych.
               ~ Andrzej Sapkowski, Krew elfów 


Bo człowiek nie jest istotą idealną, błędy popełniać musi. A poza tym - na błędach można się uczyć, choć i tak niezbyt wiele osobników korzysta z tej opcji.

Zło zależy od punktu widzenia.
 ~ Anne Rice, Wywiad z wampirem


Świat jest pełen różnych ludzi, a co za tym idzie - światopoglądów. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia jak mówi ludowa mądrość. Sposób, w jaki postrzegamy to, co złe, również od tego zależy.

Czasy zawsze są trudne - odparłem - Zmieniają się tylko przyczyny problemów.
~ Jennifer A. Nielsen, Fałszywy książę

Ten cytat dedykuję wszystkim, którzy uważają, że teraz żyjemy w takich okropnych czasach, a kiedyś było łatwiej/lepiej/ przyjemniej etc.... przepraszam, kiedy Waszym zdaniem (mówię oczywiście do tej specyficznej grupy ludzi) było lepiej? W latach 90., 80., czy może wtedy, gdy była u nas komuna?

Kobieta ma zawsze osiemnaście lat. Przynajmniej do momentu, gdy jej córka skończy osiemnaście lat.
~ Kira Izmajłowa, Mag niezależny. Flossia Naren cz. 2

 Tutaj właściwie nie wiem, co napisać - ten tekst mnie po prostu bawi i już:)

- Hej, białowłosy, masz mnie za smarkacza?!
- Wcale nie - zaprzeczył Alk uprzejmie. - Smarkacz to efekt czasowy i dający się naprawić. A ty jesteś po prostu kretynem.
 ~ Olga Gromyko, Rok Szczura. Wędrowniczka

 Kolejna dawka humoru, dokładnie w stylu pani Gromyko:D

Miłość to najszczęśliwsza odmiana szaleństwa, co wcale nie znaczy,że najmniej groźna.
      ~ Kristina Sabaliauskaitė, Silva rerum

 Chyba tutaj nic nie muszę tłumaczyć, prawda?

 No, to są wszystkie cytaty na dziś, ale sądzę, że będę musiała napisać jeszcze drugą część do tego posta, bo to na pewno nie jest wszystko, co mam w zanadrzu. 
Dajcie znać, czy Wam się takie coś podoba:) 

Pozdrawiam

horsefan

wtorek, 7 czerwca 2016

Czy naprawdę warto czytać książki?

Wiecie co, ostatnio naszła mnie taka refleksja, dotycząca - jak widać w tytule - czytelnictwa.

A konkretniej rzecz ujmując: współczesnego czytelnictwa. I nie chodzi mi tu o to, że za mało ludzi w Polsce czyta książki, bo za chwilę może wyjść na to, że ci, którzy w ogóle nie czytają, mają rację.
Jakiś czas temu przejrzałam tzw. BookTube'a, czyli kanały na YouTube prowadzone przez vlogerów opowiadających o książkach. Niby fajnie, ale po jakimś czasie zaczęłam sobie myśleć: czy czytanie książek w jakikolwiek sposób sprawiło, że ci ludzie stali się mądrzejsi? Mam wrażenie, że nic w ich zachowaniu  na to nie wskazuje...
Niedawno postanowiłam przejrzeć moją półkę na książki i zdałam sobie sprawę z tego, że królują na niej młodzieżówki. Większość z nich przeczytałam, jednak czy przez to stałam się mądrzejszą, inteligentniejszą, lepszą osobą? Czy w jakikolwiek sposób powiększył się mój zasób słownictwa?
I znów przed oczami stanęło mi wielkie, nabazgrolone tłustymi literami, kategoryczne: NIE.

Człowiek, który nie czy­ta dob­rych książek, w niczym nie jest lep­szy od te­go, który w ogóle nie umie czytać.
 ~ Mark Twain


 Może teraz ktoś tu wyskoczy do mnie z tekstem: No horsefan, ale przecież ludzie czytają książki nie tylko po to, by się uczyć. Robią to na przykład dla relaksu, by na chwilę odciąć się od szarej rzeczywistości... 
Okej, okej. Ja te powody rozumiem, bo sama również czytam, by na chwilę odpocząć. Chodzi mi o tylko o to, w jakim stopniu to, co czytamy, nas rozwija?
Z tego powodu postanowiłam nieco częściej sięgać po lektury z wyższej półki, gdyż jak to pięknie ujął wspomniany już Mark Twain:
 Kla­syka, to to, co wszys­cy chcieli­by przeczy­tać i cze­go nikt nie czyta.
                                                                      

 Czy w swoim postanowieniu wytrwam, tego nie wiem, mogę jednak być dumna z tego, że (wreszcie!) wzięłam się za Dumę i uprzedzenie. Naprawdę nie wiecie, jak się cieszę! Niedawno skończyłam czytać to zacne dzieło i jestem jestem pod wrażeniem. Być może niewiele Wam to mówi o ogólnym zarysie fabuły i innych szczegółach, ale co do jednego jestem pewna - książkę gorąco polecam:)
W ramach tego przedsięwzięcia zamierzam również przeczytać nie tylko z ogólnie pojętej klasyki, lecz po prostu  kilka innych nieco bardziej sensownych pozycji. Trzymajcie za mnie kciuki:)

A Wy? Przeczytaliście już coś ostatnio bardziej ambitnego? 

Pozdrawiam 

horsefan

środa, 1 kwietnia 2015

Czy wśród nas są postacie z mitologii? cz. 1

Witam ponownie na moim zacnym blogu wszystkich wędrowców zagubionych w odmętach Internetu!

Co się z horsefanem działo przez ostatni miesiąc? Otóż, spadła na mnie cała masa zadań oraz ktoś (czyżby złośliwy Los?) rzucił na mnie klątwę, zwaną poniekąd Brakiem Weny Pisarskiej.

Dobra, teraz na poważnie. Skąd taki temat posta? Cóż, cofnijmy się w czasie, daleko, daleko, do grudnia zeszłego roku.
Wszystko zaczęło się od... lekcji polskiego, która miała wówczas miejsce. Właśnie kończyliśmy przerabiać Mitologię Parandowskiego i mój polonista postanowił, że chce zadać uczniom prezentacje, na dodatkowe punkty, rzecz jasna.
Padło kilka tematów. Pamiętam, że pierwszy z nich brzmiał: Mitologiczne związki frazeologiczne, czy jakoś tak... reszta była mniej więcej tego pokroju.
I nagle coś zupełnie nowego: Mity greckie i psychologia.
Zapada cisza.
Przerwałam ją - oczywiście - ja. Czemu? Sama nie pamiętam, dlaczego podniosłam tę rękę. Chyba chciałam się zapytać pana o inną pracę... a może chciałam poprosić o zwykłą możliwość wyjścia do toalety?
A tu klops.
- O, Zosia, świetnie! - ucieszył się mój nauczyciel.
- Eee, proszę pana, ja chciałam... - głos ugrzązł mi w gardle.
- Możesz to zrobić, tak?
- Ja właściwie...
- Tak? To świetnie, ponieważ to bardzo trudny temat! Brawa dla Zosi!
Niektórzy członkowie mojej klasy tylko spojrzeli na mnie z lekkim współczuciem.
Po prostu świetnie.

Na początek powiedzmy, że nie miałam wówczas pojęcia, jak się zabrać do pracy. Materiały jakie posiadam okazały się zbyt małe, bym mogła podołać zadaniu. Lecz w takiej sytuacji postanowiłam się nie załamywać i szukać tych materiałów gdzie indziej, skoro nie mam ich w domu.
I znalazłam książkę w dziale PODRĘCZNIKI w zakładce... DLA STUDENTA. Nosiła tytuł: Psychologia mitów greckich. Sprzedawca w Empiku twierdził, że to ostatnia w mieście, więc wzięłam ją od razu, bez większego zastanowienia.

A książka prezentuje się właśnie tak:)

 Cóż więcej? Prezentacja poszła całkiem dobrze i dostałam swoje upragnione punkty dodatkowe, jednak na początku stycznia wpadłam na cudowny pomysł podzielenia się ów prezentacją ze światem. I rzeczywiście - zaczęłam pisać dłuuuugiego posta, którego planowałam najpierw opublikować w tym samym miesiącu, tj. styczniu.
A potem w lutym.
A później w marcu.
W końcu doszło do kwietnia i... nie wytrzymałam. Rozdzieliłam to na części i tak oto narodziła się ta seria.
Zapraszam do lektury... dzisiejszy temat to Kora i Demeter!
Źródło: polskapersopedia.wikia.com
Pamiętam chwile, kiedy byłam mała i prosiłam kogoś z rodziny o przeczytanie mi tego konkretnego mitu; zazwyczaj była to mama lub babcia.
Demeter, bogini urodzaju, miała z Zeusem córkę - Korę, co z greckiego znaczy po prostu "Dziewczyna". I rzeczywiście, Kora była taką dziewczynką, której świat był szczelnie zamknięty przez matkę. Aż do pewnego dnia, kiedy Kora, tak jak dzień w dzień, postanowiła zebrać kolejny bukiet kwiatów na łące. Bogini zakazała jej zbierać tylko jednego gatunku - narcyzów. Jednak chwila nieuwagi wystarczyła, by straciła córkę z pola widzenia.
Okazję wykorzystał pan Podziemia - Hades. Kiedy Kora - niczego nieświadoma - złamała zakaz matki, zbliżając się do narcyza, wyłonił się spod powierzchni Ziemi na swym rydwanie i porwał Korę do swojego królestwa.
Gdy Demeter zrozumiała, co się stało, wpadła w rozpacz, a wraz z nią - cała przyroda. Mijały dni, miesiące... Demeter wędrowała po świecie, zrozpaczona utratą córki. Brakowało plonów, ludzie głodowali... (no, może z wyjątkiem mieszkańców jednego miasta - Eleusis, gdzie sama rodzina królewska zajęła się boginią, ale to inna historia). Powróciła na Olimp, by ostatecznie poprosić ojca Kory - Zeusa - o pomoc. Ale były mąż nie był skory do pomocy, gdyż sam wcześniej zaaranżował porwanie wraz z Hadesem. Gdy Demeter się o tym dowiedziała, jej smutek i tęsknota przerodziły się w śmiercionośny gniew. Od razu zażądała od Zeusa oddania córki - przeciwnym razie wszyscy ludzie na świecie umrą z głodu i - co ważniejsze - nie będzie więcej ofiar dla bogów.
Ostatecznie władca niebios wysłuchał jej. Od razu nakazał bratu wypuścić Korę. Gdy młoda bogini powróciła do Świata Żywych, pojawił się pewien problem. Przebywając w królestwie Hadesa, córka zjadła kilka pestek granatu. Zjedzenie czegoś w Krainie Umarłych oznaczało wieczne związanie się z tamtym miejscem. Wówczas Zeus postanowił, że dziewięć miesięcy w roku Kora będzie spędzać z matką, zaś pozostałe trzy będzie królową Świata Zmarłych - Persefoną.  

Weźmy ten mit pod lupę. Demeter jest matką oddaną swojemu dziecku, poświęca mu cały swój wolny czas. Nie traktuje dziecka przedmiotowo, jak własność, tak jak to czyni Hera. Już samo jej imię coś zdradza - Demeter. Słowo meter w języku greckim znaczy matka. To pokazuje nam, jak ważną rolę w społecznościach greckich miała postać takiej matki. To pojawia się również w innych kulturach:
  •  Starożytny Egipt - Izyda kochała swojego męża, Ozyrysa, tak bardzo, że była gotowa zaryzykować w każdej chwili, byleby odnaleźć każdy kolejny kawałek jego poćwiartowanego ciała. (W dodatku miała na głowie inne obowiązki, jak wychowanie syna - Horusa.) W ten sposób Izyda miała być przykładem oddania i wierności małżeńskiej.
  • Chrześcijaństwo (katolicyzm, prawosławie) - kult Marii jako Matki Boskiej wynika z pewnej potrzeby matki, gdyż to do niej zawsze uciekamy w najtrudniejszych chwilach (dowodem tego jest choćby katolicka modlitwa "Pod Twoją Obronę"). Należy również zwrócić uwagę na fakt, że kult Matki Boskiej jest najsilniejszy w krajach, których mieszkańcy doświadczyli wiele cierpienia na przestrzeni wieków, np. w Polsce czy w Meksyku. 
  • Plemiona pierwotne - kult Matki Natury można spotkać również w wielu innych wierzeniach. Np. u wyznawców japońskiej religii shinto czy u członków sekt New Age wynika to najprawdopodobniej z szacunku do Ziemi jako rodzicielki, jako matki wszelkiego stworzenia, a to właśnie człowiek - zły i egoistyczny - niszczy ją niczym pasożyt. Jest to jedna z form kultury matriarchalnej, której również i u nas - w kulturze Zachodniej - powoli ustępuje bardziej prymitywny patriarchat. Pozwolę sobie również dodać, że taki kult był bardzo rozwinięty u Słowian - Mokosz, Matka-Ziemia, dawała ludziom, zwierzętom i roślinom swoje mleko w postaci cennego deszczu, dlatego wszystkiemu, co od niej pochodziło, należał się szacunek. 
Skupmy się przez chwilę na trzecim z powyższych punktów. Matriarchat w formie filozoficznej ma również swoją ciemną stronę - tak rodzą się systemy totalitarne, takie jak nazizm czy komunizm. To wiara w państwo jako matkę, która zawsze i wszędzie będzie dbała, a także obroni swoje dzieci-obywateli. Ale kto się sprzeciwi mamusi, musi zostać ukarany...
Teraz przejdźmy do psychologii jednostki. Kiedyś, na pewnym internetowym forum, przeczytałam skargi 17-letniej wówczas dziewczyny, która skarżyła się, że ma nadopiekuńczych rodziców. Opisała, że nadal podchodzą do niej, jakby była o co najmniej 10 lat młodsza, nie pozwalają jej normalnie spotykać się ze znajomymi i we wszystkim chcą ją wyręczać. Zapadły mi w pamięci jej słowa: "To przez nich jestem taka niesamodzielna, nie umiem zawrzeć normalnej znajomości...". Właśnie. Demeter chciała zachować Korę przede wszystkim dla siebie, wręcz ją uważała za część siebie. Nie pozwalała jej stać się kobietą. Takie matki nie rozumieją, że ich funkcja wraz z dorastaniem córki powinna przejść na "wyższy poziom", czyli oczu i uszu dziecka powinna przyjąć formę starszej, bardziej doświadczonej przyjaciółki. Kiedy spojrzymy na tę interpretację z pewnego punktu widzenia, możemy powiedzieć, że im dłużej córka nie będzie dorastać, tym większa szansa, że wpadnie w ręce psychopaty, alkoholika, narkomana itp. To dlatego Demeter wpadła w szał po odejściu córki. Nie mogła pogodzić się z tym, że na wieczność traci swoje maleństwo. Jednak Hades niekoniecznie musi być psychopatą - to silny mężczyzna, który jest gotów postawić się "reżimowi" potencjalnej teściowej.
A dojrzały mężczyzna potrzebuje miłości dojrzałej kobiety, a nie małego, bezbronnego dziecka, czyż nie?

 W jednej z wersji tego mitu, którą znam z dzieciństwa, jest powiedziane, że Kora w królestwie męża nosi imię Persefona. To jeszcze bardziej pokazuje, że z małej dziewczynki stała się kobietą, zdolną do podejmowania własnych decyzji i posiadającą własne zdanie. Kiedy Hades oddał Korę matce, Demeter także mogła się czegoś nauczyć od własnej córki i pogodzić się z faktem, że nie zawsze będzie dla niej oczami i uszami...
W micie opowieść kończy się dobrze, jednak w prawdziwym życiu nie zawsze tak jest. Jak wspominałam, im dłużej córka nie pozna dorosłego świata, tym większa szansa, że kiedy w końcu wejdźcie do tego świata, to stanie jej się krzywda, którą - wbrew pozorom - nie musi być psychopatyczny partner. Takie dziewczęta, zwłaszcza pochodzące ze skrajnych rodzin, w których ojciec np. pił, nie mogą - w przeciwieństwie do swoich dojrzalszych rówieśniczek - pojąć, że mężczyzna i kobieta muszą się uzupełniać w codziennym życiu. Uważają mężczyzn za wrogów, za źródło wszelkiego zła. Tak rodzą się organizacje "feministyczne" - piszę w cudzysłowie, ponieważ nie ma to zbyt wiele wspólnego z prawdziwym feminizmem, czyli wiarą w równość niezależną od płci. Takie kobiety są, co prawda zaradne i w miarę samodzielnie, ale wyznają skrajne ideologie i często wybierają orientację lesbijską, co - wg psychologów - stanowi pewien rodzaj ucieczki przed zaborczą matką, ale również to trwanie w świecie, do którego mężczyzna nie ma dostępu.
Ludzka psychika to naprawdę niesamowity mechanizm. 
U wcześniej przeze mnie wspominanych Słowian bogini Mokosz mogła karmić swoim "mlekiem" i dawać życie, ale za dużo deszczu wywoływało powódź i mogło zabić to, co w życiu jest najpiękniejsze... A ten grecki mit to obrazuje, czyż nie?

Ciekawostka [jeśli nie chcesz mieć zepsutego dzieciństwa, nie czytaj...]

Podobny motyw można również znaleźć w popkulturze.
Kiedy byłam nieco młodsza, uwielbiałam film Disney'a pt. "Zaplątani". Od tamtego czasu bardzo zmienił się sposób w jaki patrzę na tę bajkę, min. przez tę - z pozoru zwykłą - prezentację do szkoły. Dlaczego? Występuje w niej ten sam motyw, co w tym micie. Gertruda nie chciała pozwolić Roszpunce dojrzeć, ponieważ chciała zachować ją wyłącznie dla siebie. Od Demeter różni ją jednak to, że w przeciwieństwie do bogini, nie kochała córki i miała ją jedynie za źródło młodości. Źródło młodości...? Może tym dla takich matek są ich córki? Może zbytnio przypominają im utracone lata...



Cóż więcej? Teraz tylko kontynuować...

Pozdrawiam i życzę miłej Wielkanocy:)

horsefan

czwartek, 12 lutego 2015

Hity końca 2014 i początku 2015 roku

Hej Czytelnicy!

Nowy rok powitałam razem z Wami na tym blogu, jednak nic poza tym nie pisałam.
Dlaczego? Otóż, mam w planie jeszcze dwa posty, bardzo filozoficzne, jednak z pewnych względów ciągle nie mogę ich ukończyć. (Choćby dlatego, że 9 lutego obchodziłam urodziny, więc od razu zaczęły się plany imprez i inne tego typu...) 

Postanowiłam więc, że napiszę coś o tym, czego ostatnio słucham, co czytam i ogólnie, jak horsefan spędziła ostatnie kilka miesięcy:)

Udałam się z rodzicami na film "Igrzyska Śmierci: Kosogłos cz. 1" i film, pomimo wielu negatywnych recenzji na jego temat, bardzo mi się podobał, choć muszę przyznać, że w pewnych momentach wydawał się trochę niedopracowany, a pewne zmiany bardzo zmieniły fabułę...
Tak, czy owak, zakochałam się w dwóch piosenkach z tego filmu - pierwsza to "Hanging Tree" (pol. "Drzewo wisielców"), której treść pojawiła się już w powieści S. Collins i miała w niej niemałą rolę. Wykonanie Jenniffer Lawrence jest na swój sposób ciekawe, mogę go słuchać na okrągło. Jest w nim coś, co bardzo pociąga. Słyszałam jednak, że aktorka, kiedy usłyszała, że ma zaśpiewać do tego filmu, zaczęła płakać, ponieważ nie znosi swojego głosu...


 Drugą z nich jest "Yellow Flicker Beat" - piosenka, która zaczyna się wraz z napisami na koniec filmu i tak samo, jak w poprzedniej, jest w niej coś pociągającego, co sprawia, że nie mogę się od niej oderwać. Piosenkarka, która wykonała ten utwór, nazywa się Ella Yelich-O'Connor, działa od 2012 roku (miała wtedy bodajże 16 lat) pod pseudonimem Lorde. Po tym kawałku sięgnęłam po resztę jej twórczości i zauważyłam, że jej piosenki eksponują wręcz esencję jej głosu. Kiedy puściłam jej piosenki mojemu tacie, powiedział on, że mają one coś w rodzaju tego "indiańsko - papuaskiego" brzmienia i kiedy sprawdziłam, skąd dokładnie jest Lorde, okazało się, że pochodzi z Nowej Zelandii...;)


A tutaj inne kawałki, w których się zakochałam: Royals, Buzzcut Season i Glory and Gore.





Teraz coś innego...
Piosenki, w których zakochałam dawno temu, a wśród nich:
 1."Królestwo i Pół" (Gaba Kulka), 2. "Do Rycerzy, Do Szlachty, Do Mieszczan" (zespół Hey),  3. "Ballada o czarnej śmierci" (zespół folku celtycko-słowiańskiego GreenWood), 4. "Kołysanka Piastowska" (GreenWood), "Pieśń Słowana, czyli Legenda o Smoku Wawelskim" (także zespołu GreenWood)  - zakochałam się w nich ze względu na klimaty fantastyczno-średniowieczne, które wprost ubóstwiam.
Posłuchajcie:)











Okej, koniec muzyki. Czas na literaturę.
Tutaj nieco ubogo, głównie ze względu na moje wszechobecne lenistwo i lektury szkolne. (Ale pozwolę sobie dodać kilka pozycji, które chciałabym przeczytać...)

  • Igrzyska Śmierci: Kosogłos


Wbrew licznych negatywnych recenzji na temat tej książki, zgadzam się w 99,9% z opisami z tyłu okładki. Trzecia część słynnej trylogii o przyszłości Ameryki Północnej jest bardziej filozoficzna od swoich poprzedniczek, ale też bardzo dołująca, dlatego nie polecam jej ludziom tzw. nadwrażliwym. Dokładniejsze rozważania na jej temat pojawią się wkrótce:)

  • Potop 


Druga część jakże ważnej dla nas, Polaków, Trylogii Henryka Sienkiewicza. Jak do tej pory (na ten moment jestem na str. 214, co stanowi... mniej niż jedną czwartą) powieść jest w miarę ciekawa, ze wszystkich postaci chyba najbardziej lubię Zagłobę... Filmu jeszcze nie obejrzałam, ale zamierzam to zrobić w najbliższym czasie.

  • Kapłanka w bieli


Tę książkę jakiś czas temu poleciła mi koleżanka Kaja, którą możecie znaleźć na tym blogu. Niestety, na długo zapomniałam o niej. Jednak odmienił to pewien dzień, w którym mianowicie udałam się do Empiku. Zobaczyłam ją na półce z fantastyką dla młodzieży i moje zielone oczka się zaświeciły... Wg opisu zapowiada się nieźle, a czy tak będzie... to się okaże;)

  • Opowieści ze świata Wiedźmina...
...czyli hołd pisarzy rosyjskich i ukraińskich dla Andrzeja Sapkowskiego


 Po raz pierwszy na tę pozycję natknęłam się będąc w angielskim Oxfordzie. Byłam - jak się pewnie część z Was domyśla - na miesięcznym kursie językowym w UK i akurat wybraliśmy się na wycieczkę, w którą wliczały się również zakupy. Wraz z Unnur, koleżanką z Islandii, postanowiłyśmy zajrzeć do księgarni. Szukałam wówczas innym książek, głównie oryginalnych wersji tego, co zdążyłam wcześniej przeczytać po polsku. Zobaczyłam ją, ot tak sobie leżącą na półce, i poszłam sobie gdzie indziej.
Wracając jednak w zeszłym tygodniu z wypadu narciarskiego do Włoch, będąc na lotnisku im. Chopina w Warszawie, zajrzałam z mamą na stoisko z książkami i mój wzrok przykuła właśnie ta książka. Jest ona zbiorem wszelkiego rodzaju opowiadań fantasy, napisanych na bazie twórczości naszego polskiego pisarza Andrzeja Sapkowskiego, którego ja zwykłam nazywać również Polskim Tolkienem. Przeczytałam kilka fragmentów i muszę przyznać, że są wciągające:)

  • Introwertyzm to zaleta


Jeszcze do niedawna sądziłam, że "coś jest ze mną nie tak". Zobaczyłam raz filmik na YouTub'ie opisujący różnice pomiędzy introwertykami a ekstrawertykami i wówczas zaczęła mi się nasuwać w głowie myśl, że mogę nie być ekstrawertyczna. Gdy za pośrednictwem pewnej znajomej mojego taty dotarłam do tej książki, zrozumiałam, że jestem introwertyczką. I naprawdę - to nie jest nic strasznego. Nie oznacza to, że jestem nieśmiała albo aspołeczna - ja po prostu różnię się od pozostałych 3/4 świata... w jak najbardziej pozytywnym sensie. Polecam ją zarówno introwertykom, którzy chcą bardziej poznać siebie, jak i ekstrawertykom, którzy bardziej pragną zrozumieć pozostałą 1/4 ludzkości:)

  •  Pozwól, że ci opowiem... 
...czyli bajki, które nauczyły mnie, jak żyć.





Akcja rozgrywa się w dzisiejszej Argentynie. Narrator opowiadania, Demián, trafia ze swoimi problemami do nietypowego terapeuty. Jorge Bucay od lat pracuje w tzw. podejściu Gestalt, czyli opowiada filozoficzne bajki, czerpiąc przy tym z tradycji żydowskiej, chrześcijańskiej, hinduskiej i buddyjskiej. Gorąco polecam:)

Teraz czas na filmy. A właściwie na jeden. 




Francuski film znany w Polsce pt. "Amelia" opowiada historię młodej, introwertycznej paryżanki Amelii Poulain, która całe swoje dzieciństwo była zmuszona spędzić bez rówieśników, na wpół w świecie wyobraźni, na wpół z nerwową matką i załamanym ojcem. Pracując w małej kawiarni, knuje wiele misternych intryg by uszczęśliwić ludzi wokół... 
Pełna humoru historia (narracja jest po prostu fantastyczna!), pokazująca również świat z punktu widzenia wcześniej wspomnianych introwertyków, którzy nierzadko uchodzą za dziwaków i nieśmiałych... 


To wszystko z hitów, cóż więcej...?

Pozdrawiam

horsefan

Szóstka Wron.