Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 stycznia 2017

TBR in 2017

Witajcie (już) w Nowym Roku!

Dawno mnie tu nie było, co? Cóż, kiedy parę miesięcy temu ostrzegałam, że może mnie tu być trochę mniej, nie spodziewałam się, że tak daleko to zajdzie. Ale, na szczęście, wszystko póki co zmierza w dobrą stronę.Udało mi się załatwić wszystkie sprawy z ocenami i... niedawno zaczęłam ferie:)

Tymczasem, przejdźmy do mojej takiej chciejlisty do przeczytania, czyli do To Be Read in 2017!
A tak jeszcze na marginesie, to kolejność wpisywania jest zupełnie dowolna;P



Harda oraz Królowa autorstwa Elżbiety Cherezińskiej

O Elżbiecie Cherezińskiej słyszałam stosunkowo niedawno, czyli jakieś trzy miesiące temu. Pewnie spora część z Was zna ją z różnych powieści historycznych, takich jak np. Turniej cieni czy Legion. Mnie osobiście zaintrygowała jedna z jej nowszych serii, ta opowiadająca o Świętosławie - córce Mieszka I i Dobrawy Przemyślidki. Co prawda, na temat tej książki słyszałam różne opinie, inne mniej, drugie nieco bardziej zachęcające, ale nigdzie chyba jeszcze nie przeczytałam, żeby Harda oraz Królowa powalały na kolana (no, może oprócz zachęcającej opinii na okładce tej pierwszej książki).
Cóż, trzeba będzie wyrobić sobie swoją własną opinię na ich temat.


 Miniaturzystka oraz Muza autorstwa Jessie Burton

Jessie Burton - podobnie jak pani Cherezińska - figuruje na liście autorów, o których istnieniu wiem od niedawna. Dowiedziałam się o jej książkach za pośrednictwem kanału Mai K. na YouTubie. O ile o Muzie nie przeczytałam jeszcze żadnego złego słowa, to z Miniaturzystką jest różnie. Z recenzji Marzeny z bloga Zaczarrowana dowiedziałam się min. że autorka ostro w niej skrytykowała wiarę chrześcijańską, a jak zapewne wiedzą niektórzy z Was, jestem praktykującą katoliczką. A może w Miniaturzystce pani Burton zamierzała skrytykować, mówiąc po naszemu: dulszczyznę, dość powszechną wśród osób wierzących?
Chyba będę musiała przekonać się o tym na własnej skórze.

Morfina oraz Król autorstwa Szczepana Twardocha


Kurdę, dużo tych "nowo poznanych" pisarzy na tej liście. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę.
#nie_ogarniam_życia
Teoretycznie Szczepan Twardoch powinien się znaleźć na początku tej listy, hmm, no cóż... mówi się trudno.
Tak czy owak (...Zbigniew Nowak - znacie ten żart? Zobaczycie go tu: klik!), pamiętacie jak w zeszłym roku pisałam o tym, że chciałabym przeczytać więcej klasyków i, ogółem rzecz biorąc, ambitniejszych książek? No właśnie. Bo skończyło się na przeczytaniu Dumy i uprzedzenia. Niestety.
O Szczepanie Twardochu może część z Was słyszała, część może nie. Otóż, pan Twardoch z pochodzenia jest Ślązakiem, do dziś na Śląsku mieszka i pisze na tematy głównie związane z poczuciem przynależności narodowej (czyli o czymś wprost dla panny Zofii).
Pierwsza z wybranych przeze mnie pozycji - Morfina - dzieje się przed i w trakcie II wojny światowej. Główny bohater to syn Niemca i spolszczonej Ślązaczki, sam jednak nie identyfikuje się ani z Niemcami, ani z Polską. Pragnie jedynie prowadzić odpowiadający mu do tej pory tryb życia - kobieciarza i hulaki. Jednak wraz z wybuchem wojny jest zmuszony do podjęcia wyboru strony, po której chce stanąć.  
Czy dokonuje tego właściwego?... A czy takowy w ogóle istnieje? 
Druga książka - Król - również dzieje się w czasach bliskich II wojnie, tzn. w 1937 roku, w Warszawie. Główny bohater ma siedemnaście lat, jest Żydem, bokserem i... to właściwie to wszystko, co o nim wiem.
Bo tym razem postanowiłam się nie faszerować spoilerami, jak to zazwyczaj robię. 
Aha, wiem jeszcze jedno. W tej książce jest bardzo powiązana z Żydami. 
A ja uwielbiam kulturę żydowską, tyle, że nie w tym ortodoksyjnym wydaniu. 
I podobno miałam co najmniej jednego żydowskiego przodka (ale to raczej tylko domysły... choć drugiej strony mój pradziadek miał żydowsko brzmiące nazwisko... naprawdę nie wiem).
Zapowiada się ciekawie.


Mam na imię Marytė autorstwa Alvydasa Šlepikasa


Ostatnimi czasy interesuję się... historią rzezi wołyńskiej. Tak, wiem, brzmi to dziwnie, zwłaszcza z ust gimnazjalistki. Ale wiecie co? Niedawno zdałam sobie sprawę, że u nas, w Polsce, mało się mówi o tym, co się stało ze społecznością niemiecką, głównie żyjącą na Śląsku i w Prusach Wschodnich, kiedy przyszli Sowieci.
A o tym właśnie opowiada ta, właściwie króciutka książeczka.
1946 rok. Powojenne Prusy. Kraj, którego właściwie już nie ma.
Mała Renata, podobnie jak wiele innych "wilczych dzieci", tuła się po lasach Litwy, próbując ukryć swoje niemieckie pochodzenie i znaleźć dach nad głową.
Kiedy los się do niej uśmiecha, znajduje nowych, litewskich rodziców, przyjmując nowe imię - Marytė.
 O tej książce dowiedziałam się przez zupełny przypadek, po prostu szukałam czegoś do przeczytania na wycieczce do Wilna, którą planuję w maju, w ramach mojego małego projektu "Czytam książki tam, gdzie dzieje się ich akcja". Co prawda, Litwa a Prusy Wschodnie to (tak jakby) trochę co innego, ale... można by przymrużyć tym razem oko;P A zwłaszcza wziąwszy pod uwagę fakt, że ta książka została uznana za najlepszą litewską książkę w 2012 roku. Więc coś musi w niej być.
A dlaczego wspomniałam o rzezi wołyńskiej? 
Ponieważ mówi się o niej ostatnio dość często, głównie w związku z obecną sytuacją na Ukrainie oraz krążąc wokół tematu "czy my naprawdę powinniśmy tym Ukraińcom pomagać" (film Smarzowskiego gorąco polecam, ale tylko dla mocnych! Ja po seansie miałam przez trzy dni coś na kształt depresji...). 
A o tym, co działo się w powojennych Prusach jakoś się milczy.
Kurczę, film "Róża" też muszę obejrzeć (o słodka ironio - ten też nakręcił Smarzowski...).
Cóż więcej powiedzieć?
Postaram się zrecenzować.

Trylogia Kroniki Dziwnego Królestwa autorstwa Oksany Pankiejewej 


Do zakupienia książek Oksany Pankiejewej wystarczyła dla mnie jedna rzecz. A mianowicie, napis na okładce, że trylogia tej zacnej pani spod Dnipropetrowska na pewno powinna spodobać się fanom prozy Olgi Gromyko. Później, po powrocie do domu, postanowiłam się zabrać za czytanie recenzji tej trylogii, tak by jak najlepiej upewnić się, czy napis na okładce nie kłamie.
I teraz, to w sumie nie wiem. Znaczy się wiem tylko jedno, bo to zgadza się niemal we wszystkich recenzjach, mówię tutaj głównie o pierwszym tomie zatytułowanym "Przekraczając granice" - że to powieść do bólu wręcz... dziwna. Okej, pewnie sobie pomyślicie teraz, że taki napis w ogóle nie powinien mnie odstraszyć - no, bo przecież ja uwielbiam wszystko, co dziwne i niekonwencjonalne w literaturze!
Hm, jakby to powiedzieć... z opisów wynika, że ta trylogia wykracza nawet poza moje standardy dziwności.
Jak na razie, to wiem, że chciałabym zrecenzować pierwszy tom. A dalej się zobaczy.

Sztylet Rodowy autorstwa Aleksandry Rudej  


Kolejna porcja wschodniej fantastyki. O autorce nie wiem praktycznie nic, oprócz tego, że ma dwie córki i obecnie studiuje w Polsce. Nie czytałam żadnej z jej wcześniejszych książek, ale wertując wujka Google'a zrozumiałam, że będę musiała je dopisać do listy książek do przeczytania, choćbym miała szukać ich we wszystkich filiach mojej biblioteki, rozsianej po całym mieście.
Hm, chyba ostatnio mam jakąś słabość do literatury o czarodziejkach, czarownicach, wiedźmach i innych tego typu. Najpierw Wolha Redna, później Flossia Naren, a teraz... Mila Kotowienko?
Się zobaczy, proszę państwa, się zobaczy.

Andumênia. Przebudzenie autorstwa Moniki Glibowskiej


Ojoj, bardzo u mnie sentymentalnie w tym roku. Oj, bardzo.
Przed państwem kolejna powieść, o której właściwie to niewiele wiem. Wzięłam ją ze zwykłego sentymentu ("Dary Anioła" wciąż zajmują zaszczytne miejsce w moim sercu...), bo po okładce od razu widać, że o aniołach... Chociaż później dowiedziałam się, że powieść ma tyle wspólnego z twórczością pani Clare co... okej, oprócz wątku aniołów, nie ma tu żadnych podobieństw z Kronikami Nocnych Łowców.
Hm, cóż by tu jeszcze dodać?
Ano - tutaj recenzji także się spodziewajcie:)


Xięgi Nefasa. Trygław Władca Losu autorstwa Małgorzaty Saramonowicz


Dobra, właściwie to wszystkie książki, które do tej pory wymieniłam należą do moich mikołajkowych nabytków. Natomiast tutaj chciałabym Wam zaprezentować powieść, która trafiła do moich zbiorów gdzieś tak na przełomie lipca i sierpnia zeszłego roku.
Dlaczego zwróciłam na nią uwagę? Po pierwsze, już nawet sam tytuł wskazuje na to, że będziemy mieli tutaj do czynienia z mitologią i kulturą słowiańską, a ja wprost uwielbiam motywy słowiańskie w literaturze:D
Po drugie, z tyłu okładki dowiedziałam się, że akcja powieści dzieje się za panowania Bolesława Krzywoustego, a ja - jako konkursowicz z historii - zaczynam coraz bardziej ciągnąć w stronę powieści historycznych...
To już ostatnia na tej liście powieść, którą chciałabym w tym roku zrecenzować:)

Rozważna i romantyczna oraz Emma autorstwa (a jakże) Jane Austen


Cóż, rok 2017 oficjalnie ogłoszono rokiem Jane Austen, a na mnie wciąż czekają na półce dwie powieści autorstwa panny Austen.
Cóż, chyba tutaj mniej się wypaplam, no, bo cóż tu Wam napaplać?
Cóż, zobaczy się, czy będzie mi się podobało jak Duma i uprzedzenie.

Dziwne losy Jane Eyre, Wichrowe wzgórza, Shirley, Villette, Lokatorka Wildfell Hall... wszystko spod pióra Charlotte, Emily i Anne Brontë



W pierwszej klasie gimnazjum miałam szansę poprowadzić lekcję języka angielskiego na temat życia i twórczości sióstr Brontë. Pamiętam, że nawet przeczytałam specjalnie do niej pewne opracowanie polskiego (!) literaturoznawcy, który w swojej książce dowodził min. że wszystkie powieści autorstwa tej trójki napisała w rzeczywistości tylko Charlotte, prezentując tym samym bardzo szczegółową znajomość biografii najstarszej
Brontë. Jednak to, czy naprawdę te wszystkie powieści zostały napisane przez Charlotte, pozostanie tajemnicą. 
A mnie czeka całe pięć książek do przeczytania! (Gdyby tylko nie ten egzamin, to bym się od razu na nie rzuciła...)



I to już chyba koniec mojej listy, choć i tak nie powiedziałam tu o wszystkich książkach, które bardzo chciałabym przeczytać w tym roku. Inne, których - muszę się do tego przyznać - nie chciało mi się opisywać, wymieniam tutaj:
  • Tetralogia Neapolitańska autorstwa Eleny Ferrante, 
  • "Imię róży" autorstwa Umberto Eco, 
  • "Świat Zofii" oraz "Córka dyrektora cyrku" autorstwa Josteina Gaardera, 
  • "Wodnikowe wzgórze" autorstwa Richarda Adamsa (który, nota bene, niedawno zmarł...), 
  • "Greccy bogowie według Percy'ego Jacksona" oraz "Greccy herosi według Percy'ego Jacksona" od  Ricka Riordana, oczywiście!
Pewnie w ciągu roku ta lista jeszcze urośnie, ale jak na razie - oto, co chciałabym pochłonąć po egzaminie!

* * *

Nie wiem czy wiecie, ale ostatnio polski dział firmy Allegro zaczął finansować serię filmików zatytułowaną "Legendy polskie", w której podania naszych przodków są zinterpretowane w naprawdę ciekawy, nowatorski sposób. Dodatkowo do każdego odcinka dorabiane są jeszcze teledyski z piosenkami.
A oto "Jaskółka uwięziona", czyli moja ulubiona:) :

 

A tymczasem ja już kończę, trzymajcie się ciepło w nowym roku i do zobaczenia w następnym poście!

horsefan

czwartek, 19 maja 2016

Powrót do świata żywych

Witojcie po... nieco dłuższej przerwie.

Dużo działo się ostatnimi czasy w życiu horsefana. Oj, dużo. Po pierwsze - horsefan udał się na majówkę na piękną Wileńszczyznę. Dobrze się bawił, najadł cepelinów (litewskich pierogów tudzież kluch z mięsem), pozwiedzał, choć żałuje, że nie został tam na dłużej. Więcej o tym horsefan zamierza napisać już wkrótce, ale jak na razie ma pewien zgrzyt w kalendarzu.
Dlaczego?
I tutaj pojawia się już drugi punkt horsefanowskiej wypowiedzi. Otóż, wyobraźcie sobie, mili państwo, że horsefana czekała tak sobie zwana akcja sprawdzająca, czyli byt ponoć służący sprawdzeniu postępu uczniów w nauce, a w rzeczywistości rozwaleniu im ocen. Po co robić test z historii, biologii i geografii z zakresu dwóch lat? Tego horsefan nigdy nie zrozumie.

Uff, ale już jest, nasza blogerka wróciła ze świata umarłych i nie zamierza tam (jak na razie) więcej wracać.

A żeby to zamanifestować, zamierza się z Wami w dokładnie tej chwili podzielić swoimi ostatnimi przeżyciami, przemyśleniami, ble, ble, ble... no, wiecie, o co chodzi.

(I przy okazji horsefan pozwoli sobie teraz na przejście do narracji pierwszoosobowej, okej?:))


Długo się zabierałam do napisania recenzji tej książki. Tak długo, że w końcu wyszło, że zapomniałam o wszystkich najważniejszych faktach, o których chciałam wspomnieć, a ja - jak to ja - wcześniej sobie ich nie zapisałam...
Mogę tylko powiedzieć, że osoby, którym do gustu przypadła pierwsza część, na pewno się nie zawiodą. Wartka akcja, różnobarwni bohaterowie, a do tego totalnie niespodziewane zakończenie... to było coś!

Źródło
Na Panią Noc czekałam rok. Nie, ponad rok, bo pierwsze zapowiedzi pojawiły się jeszcze w 2014 roku.
Pewnie więc zrozumiecie moją radość, kiedy dowiedziałam się, że pod koniec marca br (czyli niemal tuż po amerykańskiej premierze) książka trafi do księgarni. Od razu ruszyłam patrolować Empiki, a właściwie, to dzień po premierze... i szok. 1) Półki były już przeczesane przez fanki, 2) nie spodziewałam się, że to taka cegła! Kurczę, to chyba jest grubsze od Miasta Niebiańskiego Ognia!
Wkrótce później wzięłam się za lekturę. Muszę przyznać - spodziewałam się czegoś gorszego. Od wcześniej wspomnianego 6 tomu Darów Anioła myślałam, że pani Clare schodzi na psy. A tutaj takie miłe zaskoczenie... Podobało mi się to, że autorka odeszła od "tradycyjnego" schematu ona - szara myszka/on - bóg, co było bardzo wyraźnie - moim skromnym zdaniem - w Diabelskich Maszynach. Emma - dziewczyna odważna acz trochę lekkomyślna oraz Jules - wrażliwy, opiekuńczy artysta:) Co prawda, to już żaden sekret, kto tutaj jest z kim, ponieważ na długo przed premierą fani (w tym ja) robili sobie o to zakłady w internetach i nie tylko.
Jest jeszcze coś, co mi przyszło na myśli i tutaj zwracam się z pytaniem do Was - zdarzyło się Wam kiedyś, żeby Wasz umysł i umysł Waszego ulubionego autora się "zsynchronizowały"?
Mnie Emma dziwnie przypominała (i nadal przypomina) moją własną bohaterkę ze świata Nocnych Łowców - Marię, o której napisałam w tym poście. I nie chodzi mi tylko o charakter, ale również o wygląd, a dokładniej rzecz ujmując, to o kolor włosów. A poza tym - oczy Maryśki i Juliana są takie same (czyli zielononiebieskie)! Pragnę podkreślić, że Marię wymyśliłam dosłownie na parę miesięcy przez oficjalną zapowiedzą pierwszego tomu Mrocznych Intryg. No błagam... chyba jakąś teorię spiskową muszę wymyślić...

Źródło
Okej, horsefan, przepraszamy Cię, ale co to jest?
Wyobraźcie sobie, że moja pierwsza myśl była taka sama, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam okładkę. Co to za tytuł? I czemu autorka ma takie dziwne, obco brzmiące nazwisko?
Teraz wyobraźcie sobie, że ta książka miała na Litwie bodajże już 15 wznowień (!), a pierwsze wydanie  trzeciego tomu trylogii wyprzedało się w trzy dni.
Jak to możliwe, że książka o łacińskim tytule, opowiadająca o losach szlacheckiej rodziny z XVII wieku, a do tego pozbawiona dialogów stała się bestsellerem? Cóż, na to pytanie postaram się szerzej odpowiedzieć w nadchodzącej (mam taką nadzieję) recenzji. Na chwilę obecną mogę Wam powiedzieć, że autorka ogromną wagę przywiązuje do języka i do realiów, w jakich toczy się jej powieść. Historia w tej książce to tylko tło dla ukazania ludzkich dramatów z jakimi muszą się stykać bohaterowie i to jest to, co najbardziej mnie w tej książce urzekło.
A sama autorka - Kristina Sabaliauskaitė - z wykształcenia jest historykiem sztuki i obecnie mieszka w Londynie.
All I want for Christmas is you: 

Źródło


Źródło
 Dlaczego akcje musiały nadejść akurat wtedy, kiedy Ciebie czytałam, słoneczko? Dlaczego, och, dlaczego?!
Postanowiłam, że drugi tom Roku Szczura przeleży sobie nieco krócej niż pewne książki, które są na niej od dwóch lat i zaczęłam czytać... i czytać... i czytać...
...i doszłam do jednego prostego wniosku: Ryska już nie jest szmatą, którą wszyscy mogą sobie pomiatać, oj nie.  Co prawda, nadal jest głupiutka i naiwna, ale tak jakby mniej.
Melduję, że mój ukochany mąż wylosowany w Wedding Book Tag, czyli Szanowny Pan Alk Haskil nadal jest wredny jak zawsze. Ale cóż... ja też, jak zechcę, potrafię pluć jadem na prawo i lewo (choć pewnie znajdą się osoby temu zaprzeczające), więc z Alkiem bylibyśmy całkiem udanym małżeństwem, czyli takim, które nie znosi 99,99% populacji.
A tak nieco z innej beczki: słyszeliście już, że wydawnictwo Papierowy Księżyc zamierza wznowić pierwszą powieść Olgi Gromyko Zawód: Wiedźma? Okładka już się znalazła w sieci, ale daty premiery jeszcze nie ma...
Źródło
I co o niej myślicie? Słyszałam już głosy, że cukierkowa trochę...

A teraz, kochani, czas na muzykę
W przybliżeniu, to na jeden kawałek, którego słucham już od paru miesięcy. 
Nadal mi się nie znudził i nic nie wskazuje na to, by miało to miejsce w najbliższej przyszłości. 


To wideo powyżej, to nie jest to, którego szukałam, ale piosenka się zgadza. 
Link do tego-które-wstawić-chciałam-ale-nie-mogłam:  

I takim oto muzycznym akcentem kończę dzisiejszego posta:) 

Pozdrawiam 

horsefan

niedziela, 3 stycznia 2016

Czas pożegnać 2015 rok...

Witam wszystkich w Nowym Roku!

Kurczę, ciężko uwierzyć, że już nastał ten rok? Mnie przyzwyczajanie się do pisania szóstki zamiast piątki zajmie max. 3 następne miesiące.
Hmm, może skoro się jeszcze nie zostawiłam starego roku za sobą, to może warto spisać moje zeszłoroczne odkrycia?


MUZYKA

Oj, tutaj jest dużo do wymieniania i nie wszystko zapewne uda mi się ująć. Na początek powiem co nieco dwóch zespołach, które najczęściej słuchałam. Różnią się one od większości wcześniej znanych mi grup z dwóch powodów: nie są z Polski/Wielkiej Brytanii/USA i nie grają popu/rocka itp.  

Onuka

Nazwa tego ukraińskiego zespołu znaczy po prostu "wnuczka". Nawiązuje ona do wokalistki - Naty Żyżczenko - której dziadek zawodowo wykonywał tradycyjne instrumenty.
W ich muzyce urzekł mnie... a z resztą - sami zobaczcie: 




oficjalna strona: http://www.onukamusic.com/


Dakh Daughters 

Źródło
 Założona w 2012 roku w Kijowie grupa składa się z siedmiu aktorek, same swą nazwę wzięły od teatru Dakh, z którym współpracują. W swoich piosenkach często używają fragmentów tekstów znanych twórców, min. Szekspira czy ukraińskiego wieszcza narodowego - Tarasa Szewczenki.
Poza ojczyzną, zespół bywał również we Francji i w Rosji, a także w Polsce. W tym roku mają być na Openerze - nie mogę się doczekać!





Florence + The Machine

No, poza tymi dwoma zacnymi zespołami zza naszej wschodniej granicy, w minionym roku zainteresowała mnie również grupa z Wielkiej Brytanii. (Uwierzcie mi - miłość do ich muzyki nie słabnie u mnie. Słucham ich od ponad pół roku i jeszcze mi się nie znudzili.) Pewnie część z Was wie co nieco o Florence Welch i jej "bandzie", więc wolę Was nie zamęczać niepotrzebnymi linijkami tekstu. Niewiedzących odsyłam w odmęty internetu. 
(Ale jednak Flo gra rocka... a miało o nim nie być. A co tam - indie rock się nie liczy!) 


KSIĄŻKI

No, tutaj będzie krótko i zwięźle. 
W 2015 udało mi się przeczytać akurat te książki, które chciałam: Kapłankę w Bieli, Zawód: Wiedźma i połknąć większość wiedźmińskiej sagi. 
W tym roku poddawać się nie zamierzam, czeka mnie bardzo długa lista do skompletowania przez cały rok i coś jeszcze... 

YOUTUBE
Jeśli idzie o YouTube'a, to poprzedni rok był bardzo obfity w nowe odkrycia. Z nich wyłoniłam kilka, które uważam za najbardziej trafne:) 

Paweł Opydo

Macie już dość beznadziejnych książek? Chcecie, żeby ktoś wreszcie powiedział raz na zawsze w sferze publicznej: "spalić te gnioty!"? Poznajcie Pawła, który wraz ze swoją serią filmów "Złe książki" oraz masą innych od razu wskaże głupoty i gwałty na logice, tak powszechnie występujące we współczesnej literaturze popularnej!
Psychodietka

Gdzieś słyszałam, że jeśli idziesz na studia z psychologii, to coś musi być z Tobą nie tak. Oto przed Wami osoba, która jest chodzącym zaprzeczeniem tego stereotypu - Martyna Banasiuk. Opowiada ciekawie, nie tylko o psychologii, ale również namawia do polubienia samego siebie i motywuje do zdrowego odżywiania. 
Kanały historyczne: Historia bez cenzury i Tylko historia

Nie ukrywam, historia jest moją miłością od mojego wczesnego dzieciństwa. Na obu kanałach można poznać masę ciekawych faktów na przeróżne tematy związane z tą dziedziną, niektóre bardziej szokujące, inne mniej. Może nie wszystkie są prawdziwe, ale przy oglądaniu można się całkiem fajnie bawić:) 
Michał Sikorski TV

Tutaj też nieco znajdziecie o motywacji, ale prowadzący opowiada o wielu rzeczach w sposób bardzo sensowny. Nagrał również filmiki ze swoich wyjazdów do Moskwy i na Białoruś, które są - wg mnie - warte obejrzenia. Oto kilka moich ulubionych filmików:

 

Dziś post był nieco... filmowy. Kto wie, może zrobię drugą część, trochę mniej filmową... jeszcze się zobaczy. 
Jak na razie kończę i życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku!                    

Pozdrawiam 

horsefan                   

Szóstka Wron.